Izrael - małe wielkie wakacje

Tel Awiw Jaffa

"W Izraelu, żeby być realistą, trzeba wierzyć w cuda”

mawiał premier Ben Gurion. I rzeczywiście akurat ten skrawek Bliskiego Wschodu zdaje się być pełen cudów. Bliskość Europy, historyczne bogactwo, piękna pogoda, egzotyka a od niedawna również dostępność tanich lotów kuszą - w 2018 padł rekord, do Izraela przyjechało ponad 4 miliony turystów, również z Polski. Co zobaczyć w Izraelu? Sprawdźmy to.

 Tel Awiw - metropolia nad morzem

 Na pierwszy ogień pójdą na pewno dwa miasta, różne od siebie jak ogień i woda. Jerozolima i Tel Awiw-Jafa, wieki historii versus nowoczesność postawiona na pustyni. W jednym mieście zdarzają się objazdy, kiedy ultraortodoksyjni żydzi blokują ulice w proteście przeciwko sprzecznemu z ich interpretacją judaizmu, obowiązkowemu poborowi do wojska. W drugim - te objazdy zdarzają się z okazji Parady Równości. 

 Miasto w którym prawdopodobnie wylądujemy najpierw to Tel Awiw. Najlepiej zarezerwować sobie trochę czasu na lotnisku, bo może się zdarzyć, że nas “przemaglują”, jeśli mamy w paszporcie pieczątki krajów muzułmańskich, zwłaszcza Iranu. Podobnie izraelska wiza może nam narobić problemów na granicy, na przykład w Iranie lub Libanie. Na szczęście obecnie władze właściwie nie stemplują paszportów - wizą jest osobna “luźna” karteczka, a w naszym paszporcie nie zostaje żaden ślad po wizycie. Pamiętajmy jednak, że bliskowschodnia biurokracja rządzi się swoimi prawami i izraelscy pogranicznicy mogą nalegać na trzygodzinną pogawędkę o naszych podróżach, przyjaciołach i związkach z terroryzmem - nawet jeśli niewinność mamy wypisaną na twarzy. Planujmy więc wszystkie procedury z odpowiednim zapasem czasu.

 Najlepiej w Tel-Awiwie będą się czuć miłośnicy nocnego życia, klimatycznych hipsterskich knajpek i plażowania. Muzeum Sztuki Nowoczesnej posiada jedną z bogatszych kolekcji sztuki w tej części świata. Tym, którzy tęsknią za bliskowschodnimi bazarami, na pewno spodoba się suk Karmel. Również Jafa, będąca już teraz praktycznie częścią Tel Awiwu (a kiedyś osobnym miastem), pozwala odetchnąć atmosferą starożytnego portu, w którym kiedyś mieszały się języki Greków, Babilończyków, a nawet przybyszów z dalekiej Nubii. 

 Syndrom Jerozolimski

 Jeśli zmęczymy się wielkomiejską, kosmopolityczną atmosferą Tel-Awiwu, czas wyruszyć do Jerozolimy. Przewodniki jednogłośnie poprowadzą nas na Stare Miasto, gdzie w odległości kilku minut spaceru znajdują się najważniejsze zabytki: chrześcijańska Bazylika Grobu Świętego, muzułmańska Kopuła na Skale i tuż obok - żydowska Ściana Płaczu, pozostałość po zburzonej Świątyni Jerozolimskiej. Wedle żydowskiej tradycji to z tego miejsca, ze Wzgórza Świątynnego rozpoczął się świat. Dostęp pod Ścianę Płaczu jest bezpłatny, jednak przed wejściem należy się poddać kontroli skanerem, a po wejściu obowiązuje podział na płcie: panowie i panie modlą się osobno. 

 Lokalną ciekawostką jest Syndrom Jerozolimski. To zaburzenie o charakterze urojeniowym, przytrafia się ono głównie młodym mężczyznom, chrześcijanom i żydom, rzadziej muzułmanom. Pielgrzymi, zazwyczaj wychowani w bardzo religijnych rodzinach, doznają szoku, kiedy porównują współczesną Jerozolimę ze swoimi wyobrażeniami. Skutkiem tego są urojenia: chorzy utożsamiają się z postaciami biblijnymi. Zazwyczaj zaburzenia nie są niebezpieczne i ustępują same, po opuszczeniu Izraela, ale pod koniec lat sześćdziesiątych pewien Australijczyk próbował pod wpływem urojeń spalić Meczet Al-Aksa, co spowodowało wielodniowe zamieszki. 

 Poza wielkimi miastami

 Warto zwrócić uwagę na wycieczki poza dwa główne miasta. Przy okazji wizyty w Jerozolimie można wybrać się do Betlejem, które od Wzgórza Świątynnego dzieli jedynie 10 kilometrów. Trochę dłuższa wycieczka czeka tych, którzy na własne oczy chcą zobaczyć biblijne Jezioro Galilejskie, położone w północnej części kraju. Dla tych, którzy chcą popływać i na własnej skórze odczuć zbawienny wpływ mineralnego mułu, idealna będzie wycieczka nad Morze Martwe. Tak naprawdę jest to śródlądowe jezioro, którego poziom zasolenia sprawia, że trudno w nim przeżyć żywym organizmom, ale za to dzięki temu, każdy pływak będzie z łatwością unosił się na wodzie. Ci, którzy zainteresowani są jednak podwodnym życiem, powinni pofatygować się do Eilatu, kurortu położonego daleko na krótkim pasie izraelskiego wybrzeża Morza Czerwonego. Nad powierzchnią wody to po prostu klasyczna nadmorska miejscowość, za to pod wodą czeka nas uczta dla oka - rafa koralowa i tysiące kolorowych rybek.

Ściana płaczu - Jerozolima Pamiętajmy, żeby dobrze przygotować się do podróży od strony praktycznej. Izrael nie jest niestety tanim krajem, więc warto rozważnie i z wyprzedzeniem planować wydatki. Większość gniazdek będzie taka jak u nas, natomiast możemy się też natknąć na lokalną specyfikę, gniazdka typu “H” z trzema ukośnie wobec siebie położonymi dziurkami. Liczmy się z tym, że jak w całym basenie Morza Śródziemnego czas płynie tu nieco inaczej, ludzie mniej się spieszą, dodatkowo możemy się natknąć na wojskowe kontrole bezpieczeństwa - miejmy to z tyłu głowy i planujmy podróż z zapasem czasu.