• Zew oceanu Bieguny, literatura podróżnicza

Zew oceanu Bieguny

Rodzaj produktu: literatura podróżnicza
Producent: Carta Blanca
Język: polski
Data wydania: 17-06-2013
Kategoria
Moje hobby / Żeglarstwo
Menu / Literatura podróżnicza
Oceń, napisz recenzję
Ocena:

Napisz recenzję >>

Produkt niedostępny
Dostępność produktu w księgarni ArtTravel.pl:
- Kraków: niedostępny
- Łódź: niedostępny
- Warszawa: niedostępny

Opis

Tanio jak na arttravel.pl

Ocean Południowy – najbardziej niegościnne miejsce na Ziemi. Huraganowe wiatry, zabójcze fale, podstępne góry lodowe i żadnych szans na ratunek w razie wypadku. Chcąc opłynąć świat dookoła, trzeba jednak pokonać tę oceaniczną pustynię. Tomasz Cichocki podjął wyzwanie.
W ciągu dziesięciu miesięcy samotnego rejsu udało mu się bez zawijania do portów (poza konieczną naprawą steru w RPA) opłynąć kulę ziemską wokół trzech legendarnych przylądków: Dobrej Nadziei, Leeuwin i Hornu. Jego łódź – seryjny jacht nadający się raczej do rekreacyjnego pływania po Adriatyku niż do zmagań z rozwścieczonym oceanem – początkowo była wyposażona w najnowocześniejszy sprzęt. W zetknięciu z rozszalałym żywiołem elektronika niestety zawiodła; popsuły się radar, autopilot, generator prądu... Wywrotka pozbawiła żeglarza połowy zapasu żywności, ale solidny jacht przetrwał.
O swoich zmaganiach ze słabościami, magicznych chwilach na oceanie i dziwnych spotkaniach z tajemniczymi stworzeniami Cichocki opowiada z humorem i dużą dozą autoironii, udowadniając, że każde, nawet najbardziej szalone marzenie można spełnić.
Za swój rejs kapitan Tomasz Cichocki został uhonorowany Srebrnym Sekstantem – najbardziej prestiżową polską nagrodą żeglarską – oraz tytułem Żeglarza Roku 2012. „Może zabrzmi to troszkę cynicznie... Jakaż to łaska boska, że to wszystko przeżył i... przeżył. Mamy co czytać. Kłaniam się, Panie Kapitanie. To jedna z najlepszych książek o samotnej żegludze. A znam wszystkie”. Kuba Strzyczkowski, dziennikarz radiowej Trójki, żeglarz

Recenzje ArtTravel.pl

„Z hukiem i brzękiem spada na mnie wściekły grad sprzętów. Odruchowo chowam głowę pod stół i to mnie chyba ratuje. Miski, talerze, szklanki i garnki walą o ścianę tuż obok mnie. Ze świstem przelatują zdradzieckie strzały widelców, noży i łyżek. (…) Wszystko to rozbija się z dzikim hukiem o ścianę za moimi plecami przy akompaniamencie wściekłego ryku wdzierającej się pod pokład wody i rozpaczliwego brzęku tłuczonego szkła”. Tak wspomina swoją wielką morską przygodę Tomasz Cichocki. A była to przygoda zarówno ekscytująca, jak i bardzo niebezpieczna.
1 lipca 2011 r. rozpoczął on trwający 312 dni samotny rejs dookoła świata. Jego jacht „Polska Miedź” wypłynął z francuskiego portu Brest, by powrócić do niego 7 maja 2012.r. Kapitanowi Cichockiemu udało się podczas tej wyprawy bez zawijania do portu (poza koniecznością naprawy steru w RPA) oraz bez żadnej pomocy z zewnątrz opłynąć kulę ziemską wokół trzech przylądków: Dobrej Nadziei, Leeuwin i Horn. Jest on jednym z niewielu Polaków i ludzi na całym świecie, którym udało się samodzielnie tego dokonać. Tomasz Cichocki otrzymał za ten wyczyn tytuł Żeglarza Roku 2012, Srebrny Sekstant oraz I nagrodę honorową Rejs Roku. Swoje przeżycia z tego rejsu opisał w książce „Zew oceanu”.
Tego, iż rejs dookoła świata jest ciężką i niebezpieczną wyprawą, można się domyślać. Jednak dopiero lektura tej książki uświadamia w pełni, jaki ogrom trudów wiąże się już z samymi przygotowaniami do niej (trwającymi w tym wypadku aż osiem lat), o jakich prozaicznych – wydawać by się mogło – sprawach trzeba pamiętać, o jakie szczegóły trzeba zadbać, gdyż dopiero w trakcie rejsu, na otwartym morzu, okazuje się, że nieraz od tego, co normalnie uznalibyśmy za mało ważne drobiazgi, może zależeć życie człowieka.
Również relacja z samej wyprawy uzmysławia, czym naprawdę ona jest, jak wiele niebezpieczeństw jej towarzyszy. Nie da się bowiem tak naprawdę niczego z góry przewidzieć ani zaplanować w najdrobniejszych szczegółach – szczególnie na takiej ekspedycji.
Jak się okazuje, równie groźna jak sztorm może być cisza na morzu, którą Tomasz Cichocki określa jako zabójcze więzienie dla żeglarza, któremu pozostaje w takiej sytuacji jedynie bezradność i beznadzieja.
Ale i samych sztormów i nawałnic nie zabrakło mu podczas tego rejsu, a były one niezwykle gwałtowne. Z jednej strony stanowiły wielkie wyzwanie, były okazją do walki ze słabościami i lękami, z drugiej zaś strony były realnym zagrożeniem dla życia.
O ile dysponuje się dobrze wyposażonym i zaopatrzonym we wszystko, co potrzebne, jachtem, z pewnością można w jakimś przynajmniej stopniu to zagrożenie zminimalizować. Jach „Polska Miedź”, choć przeznaczony bardziej do rekreacyjnych rejsów, niż do wyprawy dookoła świata, był wyposażony w nowoczesny sprzęt, który miał za zadanie usprawnić na ile to możliwe tę wyprawę. Jednak w trakcie tego rejsu popsuło się – jak pisze autor – wszystko, co tylko mogło się popsuć. Zaczęło się od drobnych – choć nie bez znaczenia – usterek, później zaś, w czasie gwałtownych sztormów, dochodziło do coraz poważniejszych awarii, której uległy m.in..: radar, radio, autopilot, GPS, telefon satelitarny, silnik, generator prądu. Z powodu awarii systemu łączności w czasie jednego z wyjątkowo silnych sztormów Tomasz Cichocki utracił kontakt ze światem. Parokrotnie udało mu się jedynie dzięki krótkofalówce nawiązać łączność z przepływającymi nieopodal statkami i tą drogą przekazać do Polski wiadomość o tym, że żyje i płynie dalej.
Jednak tak naprawdę podczas tego rejsu był on zdany tylko na siebie, na swoją siłę ducha i wytrzymałość fizyczną. A musiał się nimi wykazać niejeden raz, gdyż niebezpieczeństw czyhało na niego wiele.
Szalejące sztormy i nawałnice, opady śniegu, deszczu i gradu, gęste mgły znacznie osłabiające widoczność sprawiały, iż żegluga była wyjątkowo trudna. Zagrożeniem była także możliwość zderzenia z górą lodową czy też napadu ze strony piratów. Tomaszowi Cichockiemu doskwierało przeraźliwe zimno. Do tego dochodził dokuczliwy głód, gdyż z powodu nawałnicy stracił sporą część zapasów żywności (jak się później okazało, podczas rejsu schudł prawie 30 kilogramów). Został też poważnie ranny i parokrotnie stracił przytomność. To wszystko w połączeniu z brakiem snu oraz strachem o życie prowadziło do skrajnego wyczerpania fizycznego i psychicznego.
Opowieść o kolejnych etapach rejsu dookoła świata przeplata się ze wspomnieniami autora z wcześniejszych lat, nieraz bardzo zabawnymi, ale też i wzruszającymi, dzięki którym książka miejscami nabiera wyjątkowo osobistego charakteru.
Jak Tomasz Cichocki przyznał, podjęta przez niego wyprawa pozwoliła mu na poznanie samego siebie. Czytelnicy jego książki, dzięki zawartej w niej opowieści, również mają okazję dobrze go poznać – przede wszystkim jako człowieka odważnego, ale też obdarzonego fantazją i sporym poczuciem humoru. Niejednokrotnie wykazywał się pomysłowością i determinacją. Jest on na pewno człowiekiem, który łatwo się nie poddaje, walczy do końca i uparcie dąży do celu. Nie przyjmuje do wiadomości, że coś jest niemożliwe. W sytuacjach trudnych nie załamuje rąk, lecz działa. Jest to człowiek twardy, wytrwały, niezłomny, a przy tym o wielkim sercu. Gdy staje przed trudną decyzją, potrafi kierować się rozsądkiem i pogodzić się z porażką, choć jest ona dla niego impulsem do wyznaczenia sobie nowych celów. Właśnie taki obraz Tomasza Cichockiego wyłania się z jego książki „Zew oceanu”.
Książka ta wywarła na mnie ogromne wrażenie i zawładnęła moją wyobraźnią. Choć sięgając po nią, mogłam domyślać się, że czeka mnie lektura o niezwykłej wyprawie, nie spodziewałam się, że wyzwoli ona we mnie tak wiele emocji. Mimo iż wiedziałam, że rejs zakończył się szczęśliwie, podczas czytania wciąż udzielał mi się dramatyzm sytuacji, a groza opisywanych przez autora zdarzeń była dla mnie bardzo wyczuwalna. Czułam się, jakbym to ja sama uczestniczyła w tym niebezpiecznym rejsie. Dynamiczne, żywiołowe opisy pozwalały wręcz poczuć sztorm miotający jachtem po oceanie. To zasługa sugestywnego sposobu opowiadania Tomasza Cichockiego. Swoją relację z rejsu przedstawia on językiem żywym, wyrazistym i barwnym, niezwykle działającym na wyobraźnię. O wszelkich trudnościach i niedogodnościach potrafi opowiadać żartobliwie, z humorem i nutką ironii skierowanej do samego siebie. W trakcie czytania zwraca uwagę duża erudycja i bardzo dobry warsztat pisarski autora.
Postawa i charakter Tomasza Cichockiego wzbudziły we mnie wielki podziw i szacunek. Uważam, że zasłużył sobie na prawdziwe uznanie, dowodząc, że każde marzenie można spełnić, jeśli tylko naprawdę się tego chce.
Właśnie takie jest przesłanie tej książki: uświadamia, że nawet jeśli coś jest bardzo trudne, nie zawsze jest niemożliwe. Udowadnia, że warto mieć marzenia i starać się je urzeczywistnić. Uczy również, by nie poddawać się w chwilach trudnych, takich, które wydają się beznadziejne, lecz walczyć wytrwale do końca. Przypomina także prawdę, którą wyraził sam autor: „Tylko wtedy warto płynąć dookoła świata, kiedy ma się do kogo wracać”.
„Zew oceanu” to wspaniała, fascynująca, świetnie napisana książka, której nie sposób szybko zapomnieć. Szczerze polecam ją miłośnikom literackich opowieści o niezwykłych, ekstremalnych wyprawach. Zapewniam, że ekscytujących zdarzeń tu nie zabraknie. Czy jesteście gotowi na pełen wrażeń rejs dookoła świata? Kapitan Tomasz Cichocki zaprasza chętnych na pokład swojego jachtu, a ja zachęcam do skorzystania z niepowtarzalnej okazji. Wystarczy tylko sięgnąć po „Zew oceanu”, by przeżyć wielką przygodę, poczuć smak niebezpieczeństwa i dreszcz emocji. Szczerze polecam!

Dorota Pansewicz

Informacje dodatkowe

Rodzaj produktu literatura podróżnicza
Wydawca Carta Blanca
Autor Tomasz Cichocki
Język polski
Data wydania 17-06-2013
Oprawa miękka
Ilość stron 256
Wymiary / mm 125 x 200
Waga / gr 275
EAN 9788377052648
ISBN 9788377052648

Napisz recenzję

Oceniasz: Zew oceanu Bieguny

Jak oceniasz ten produkt? *

  Słaby Dobry Bardzo dobry Świetny Wybitny
Oceń produkt