Wywiad z Piotrem Strzeżyszem, gościem spotkania „Sztuka podróżowania” – „Rowerem przez świat”

Piotr StrzeżyszPrezentujemy wywiad z Piotrem Strzeżyszem, który od lat włóczy się z rowerem po świecie, łącząc pasję podróżowania z fotografią. Odwiedził już kilkadziesiąt krajów na pięciu kontynentach. Będzie on gościem kolejnego spotkania z cyklu „Sztuka podróżowania” – „Rowerem przez świat”, 27 marca (czwartek) o godz. 17.00 w księgarni stacjonarnej ArtTravel w Łodzi (ul. Gdańska 145).

1. Byłeś w  Tybecie i Ameryce Południowej, USA, Kanadzie,  Indiach, Sudanie, Zimbabwe, Islandii, Gruzji, Kirgistanie… Przemierzyłeś  tysiące kilometrów rowerem.Dlaczego tam, a nie gdzie indziej? 
Do niektórych krajów pojechałem, bo lubię góry, do innych – bo akurat tak wypadło. Nie kieruję się jakimś szczególnym sensem i kategoriami przy wyborze kolejnych. Choć rzeczywiście, najczęściej są to miejsca wysoko położone, słabo zaludnione, dające komfort przebywania w ciszy.
2. Po co?  By dotrzeć, poznać, zrozumieć, zachwycić się  miejscem lub spotkaniem czy z jakiegoś innego powodu…
Nie znam tego powodu. Podejrzewam, że gdybym go znał, nie jeździłbym tyle, więc może jeżdżę właśnie po to, aby znaleźć odpowiedź na to pytanie? Kiedyś wydawało mi się, że wyjeżdżam w celu szukania przygód, odmiany. Teraz o wiele bardziej cenię sobie spokój, który wielu uznałoby pewnie za nudę. Spokój na zebranie myśli, na pobycie ze sobą, odzyskanie indywidualności, na ciszę.
3. Dlaczego samotnie? Z wyboru czy konieczności…
Lubię jeździć samotnie. Jest to bardzo wygodne i dla mnie – najbardziej bliskie.
4. Często kiedy zimno i śnieg…
Po prostu trzeba się cieplej ubrać. W czasie jazdy i tak jest ciepło, a wieczorem wystarczy zagrzebać się w ciepły śpiwór.
5. Rowerem… dlaczego nie na piechotę, samochodem?
Bo ja uwielbiam jeździć rowerem. Sprawia mi to niesamowią satysfakcję. Kto dużo jeździ, ten zrozumie, a kto nie – jego sprawa. Nikogo nie zamierzam przekonywać, że rower to idealny środek transportu. Dla mnie jest to rower, dla kogoś innego będzie to koń, albo samochód.
6. Miewasz w drodze chwile zwątpienia, samotności, bezsilności, strachu? Co pomaga Ci je przetrwać?
Czasem zdarzają się słabsze chwile, są częścią każdego wyjazdu. Totalnego załamania chyba jeszcze nie doświadczyłem, ale zdarza się, że człowiek trochę popłacze, czy to z bólu, czy z bezsilności – jak na przykład podczas czterdziestu godzin w namiocie na Islandii, spędzonych podczas huraganowego wiatru i deszczu. W ubiegłym roku złamałem rzepkę kolanową, co też nie było miłe, ale trzeba to zaakceptować. Jeśli trafią się słabsze chwile, trzeba je po prostu przeczekać.
7.Co wnosi do Twojego życia wielotygodniowa samotna podróż?  
Bardzo chciałbym wierzyć, że taki wyjazd coś wnosi do mojego życia, ale do końca nie jestem przekonany, że tak jest. Może zachodzi coś przeciwnego? Może moje przeżycia w drodze zależą tylko od obszaru introspekcji? Podróż wtedy byłaby nie tyle uczeniem się czegoś nowego i nabywaniem nowych doświadczeń, ale pozbywaniem się tego, co nabyłem w domu – opinii, przemyśleń, wiedzy, tego wszystkiego, co kształtuje moją osobowość. Człowiek wraca do domu zmieniony nie tylko dlatego, bo nabył nową tożsamość, ale też dlatego, bo poprzez odkrywanie nowych miejsc i przez spotkania z drugim człowiekiem, pozostawił w drodze swoje dawne ja. Claudio Magris, w swojej przemowie z okazji przyznania tytułu doktora honoris causas, powiedział: Ulisses – szczególnie ten nowoczesny – powraca w końcu do domu utwierdzony, mimo najbardziej tragicznych i absurdalnych perypetii, we własnej tożsamości i poczuciu sensu egzystencji, czy też odkrywa jedynie niemożność ukształtowania swojej osoby, gubi po drodze siebie samego i znaczenie własnego życia, rozpadając się, a nie budując w swej wędrówce.
Stąd bliska droga do Stoicyzmu. Nasze ja nie jest nam przez nikogo dane, ale jest zadane. I to my tworzymy świat, a nie odwrotnie.
8. Jak wygląda Twój dzień  w podróży? Ile dziennie przejeżdżasz kilometrów? Gdzie nocujesz, co jesz? 
Schemat dnia jest dość podobny, jadę, jem, śpię, potem wstaję, jadę i tak w kółko. Czasem kogoś spotkam, czasem coś zobaczę. A pomimo tego, każdy dzień jest inny, niepowtarzalny. Choć oczywiście, nie każdy pamięta się z jednakową intensywnością.
Co do kilometrów, to robię tyle, na ile pozwala mi teren i na ile mam ochotę. Zazwyczaj jest to około 80-100 km, choć bywa, że coś zaciekawi mnie po drodze i po dziesięciu kilometrów nie jadę dalej, albo zrobię 150 kilometrów, bo akurat dobrze się jechało, był płaski teren, wiał wiatr w plecy i miałem taką ochotę.
9. W podróży czytasz, słuchasz muzyki, notujesz?
Ostatnio zabieram na wyjazdy czytnik elektronicznych książek. Mam tam całą bibliotekę. Słucham też muzyki, ale niezbyt często, czasem w namiocie przed zaśnięciem. Lubię podczas jazdy słuchać audiobooków. No i notuję. Kiedyś na papierze, teraz w małym komputrze. Moje notatki to luźne myśli, które czasem domagają się zapisania. Nie notuję wszystkiego. Żeby coś napisać, muszę odczuwać jakąś wewnętrzną presję, bez tego nie jestem w stanie napisać niczego.
10. Miejsce, do którego chciałbyś wrócić… Człowiek, którego znowu chciałbyś spotkać… Doznanie, którego chciałbyś doświadczyć jeszcze raz…
Chyba nie mam takich miejsc, ludzi i doznań, do których na pewno chciałbym wrócić, bo z jakichś względów były naj… W ogóle mam problem z wartościowaniem wszystkiego, a już najbardziej z takim wartościowaniem krańcowym, wykluczającym inne wybory. Choć oczywiście są pewne miejsca, gdzie chciałbym wrócić, ale jest to dla mnie koniecznością. Takim miejscem jest na przykład Islandia, albo Tybet.
11. Spotkani ludzie… Z jakimi reakcjami się spotykasz?
Na to pytanie nie ma prostej odpowiedzi. Ludzie są różni i w różny sposób reagują. Raz są otwarci, raz zamknięci, raz bardziej gościnni, raz mniej… Generalizując i bardzo upraszczając, im biedniejsi byli ludzie, których odwiedzałem, tym bardziej życzliwszy był ich stosunek do mnie.
12. Powrót…  Jak się oswaja pozostawiony na wiele miesięcy dom i ludzi?
Oczywiście, na początku jest radość. Nie trzeba niczego oswajać, to się dzieje automatycznie. Jest jakaś potrzeba, mam tu na myśli potrzebę domu i bliskości, która zostaje zaspokojona. Tęsknota przychodzi później
13. I pewnego dnia znowu zaczynasz się wiercić – czujesz, że znowu musisz wyruszyć?
Dokładnie tak. Po pewnym czasie zaczynam się wiercić i muszę gdzieś ruszyć, bo staję się nieznośny i dla innych i dla siebie.
14. Jak przygotowujesz się do wypraw? Określasz cel, potrzebne środki, trenujesz, czytasz, planujesz dokładnie trasę?
Nie przygotowuję się. Mniej więcej określam trasę, zabieram tyle pieniędzy, ile uda się zebrać (oczywiście wcześniej mam jako takie wyobrażenie, ile będę potrzebował), ale pieniądze nie są tutaj najważniejsze. Nie trenuję, po prostu jeżdżę cały rok rowerem. Czytam też przewodniki, aby wiedzieć, gdzie nie jechać.
15. Jak zaraziłeś się podróżowaniem? I dlaczego rowerem właśnie?
Nie zarażałem się, to zawsze było we mnie. Jeżdżenie rowerem od dzieciństwa sprawiało mi niesamowitą frajdę, jazda na rowerze była dla mnie równie naturalna, jak chodzenie, jeśli nawet nie bardziej. Wychowałem się za miastem, w miejscu, które oferowało dużo przestrzeni, możliwości bezpiecznego przemieszczania się, czy to w postaci leśnych szlaków, czy polnych dróg. Mając kilka lat, jeździłem po okolicy, coraz bardziej rozszerzając horyzont, z ciekawości, co będzie dalej, gdzie doprowadzi jakaś droga, dokąd się ciągnie, co kryje się daleko za lasem, czy też za kolejnym wzgórzem. Konsekwencją dziecięcej fascynacji stały się podróże po świecie rowerem.
16. Rower to Twój sposób na życie?
Być może trochę tak, zapewne z boku może to tak wyglądać. Ale życie to nie tylko rower, posiada też inne wymiary. Lubię być w ruchu, lubię się przemieszczać, nie potrafię usiedzieć długo w jednym miejscu. Ktoś realizuje się w firmie, albo przed telewizorem, ja realizuję się poprzez ruch. Podróżowanie jest więc potrzebą, która, jeśli przez dłuży czas niezaspokojona, uzewnętrznia się frustracją, niechęcią, więc, żebym mógł dalej wytrzymywać ze sobą, a inni ze mną, od czasu do czasu muszę sobie zaaplikować kolejny wyjazd. Czy to jest sposób na życie? Może to tylko ucieczka przed prawdziwym życiem? Przed pracą, żoną, dziećmi, domem, rodziną, obowiązkami? Czy kiedyś się zatrzymam? Kiedyś myślałem, że tak, teraz coraz wyraźniej widzę, że nie. To znaczy, kres drogi nadejdzie, ale to nie ja o nim zdecyduję. Na koniec zacytuję raz jeszcze Claudio Magrisa: Tylko wraz ze śmiercią, przypomina Karl Rahner, wielki teolog w drodze, ustaje status viatoris człowieka, jego egzystencjalna kondycja wędrowca. Podróżowanie ma zatem coś wspólnego ze śmiercią, jak dobrze widzieli Baudelaire czy Gadda, lecz jest również odwlekaniem śmierci, odkładaniem na jak najpóźniej przybycia na miejsce, spotkania z istotą rzeczy
17. Czego Ci życzyć?
Abym nigdy nie dojechał do końca.

Piotr Strzeżysz
www.onthebike.pl