Czas się tam zatraca... z Markiem Tomalikiem, podróżnikiem i dziennikarzem, nie tylko o Australii.

Marek Tomalik

Australia to pana miejsce na ziemi. Jak Pan ją odnalazł? Pierwsze wrażenie było tak samo frapujące jak kolejne?

Tak, ta Ziemia to moje miejsce. Mam takie przeczucie, że nie ja ją wybrałem, to ona wybrała mnie. Pierwsze wrażenia są zwykle silne, szczególnie wtedy, gdy zapowiadają coś, co będzie miało duże znaczenie w przyszłości. Tak było w moim przypadku. Kolejne wrażenia były – i są – silne. Tamten krajobraz ma potężną siłę przyciągania, „zmusza” do powrotów. Czas jednak weryfikuje pewne obserwacje. Mam wrażenie, że książkę „Australia, gdzie kwiaty rodzą się z ognia” mógłbym pisać wiecznie. Nie tylko dlatego, że tematów przybywa, ale że wraz z upływem czasu zmienia się optyka widzenia.

Wierzy Pan w przypadek czy przeznaczenie? Australia była Panu pisana?

Lubię się zastanawiać na takim widzeniem spraw, siebie. Metafizyka jest bliska mej duszy, z drugiej strony jestem pragmatykiem, który lubi sobie wszystko wyjaśnić, najlepiej w oparciu o prawa… fizyki. Tę uwielbiam, co najmniej tak mocno jak muzykę. Wydaje mi się, że na to pytanie odpowiedziałem pełniej powyżej.

Z jakim obrazem, dźwiękiem, smakiem, zapachem kojarzy się Panu to miejsce? Gdyby miał Pan wybrać jakiś utwór muzyczny, który je najlepiej opisuje, co by to było?

Obraz bezkresnego Outbacku. Często powraca, także tu w górach, gdzie mieszkam od lat. Smak? – awokado, owoce morza, chleb upieczony w ziemnym piecu na pustyni, stek z łopaty z ogniska. I lampka shiraza – to wszystko bardzo silne smaki, które kojarzę wyłącznie z Australią. Dźwięki? Ptaki. A dźwięki ludzi? Najlepiej opisuje to rdzenna muzyka aborygeńska, tzw. field recordings, w przestrzeniach sprawdza się slow music by Hugo Race, np. Call Her name:
https://www.youtube.com/watch?v=v6n0SJZAMqY

W który ze zmysłów Australia trafia najbardziej?

W podświadomość! Być może dlatego, że czas się tam zatraca, że jest skruszałym ze starości kontynentem, odrębnym państwem biologicznym, tak bardzo innym od pozostałych.

Jakie są według Pana miejsca, które trzeba zobaczyć w Australii?

Nie odpowiem na to pytanie, bo to kwestia intymnego wyboru. Jeden woli miód, a drugi czekoladę. Jedno jest pewne – czy wybierzemy opcję Outback – do czego gorąco zapraszam w ramach www.wsednosprawy.pl, czy spróbujemy Australii od strony turystycznych “hitów” – to będzie zawsze dużo radości. Nawet jeśli to będzie podróż do zapomnianego wujka i spacery po jego przyległościach. Ten świat jest na tyle inny, że gwarantuje spełnienie niemal w każdej podróży.

Na czym polega „terapeutyczność” wypraw na ten kontynent, o których pan pisał?

Między innymi na złapaniu dystansu do siebie samego, ocenie swoich pogmatwanych spraw z innej perspektywy. Sprzyjają temu ogromne przestrzenie, które otwierają drzwi do spraw mocno już zatrząśniętych, powikłanych. Osobną rzeczą jest wystawienie organizmu na radiację „innego”, „pięknego”. Cokolwiek to znaczy tu, tam definiuje się szybko i samo. I tylko niedosyt, kiedy to wszystko kończy się gdzieś (na lotnisku).

Woli pan w podróży samotność czy towarzystwo?

Samotność jest dobra na chwilę. Tylko chwilę. Towarzystwo ludzi, którzy podobnie myślą, podobnie odczuwają, podobnie oczekują, podobnie przeżywają i podobnie jak ja – wracają tam. Długie przebywanie samemu tam, to wtopienie się w przyrodę, może być szalenie niebezpieczne. Powroty do tzw. cywilizacji bywają dramatycznie trudne.

Czy każdy może wybrać się w taką wyprawę „na koniec świata”, by spełnić marzenie? O czym wtedy warto pamiętać?

Każdy, zapraszam: www.wsednosprawy.pl. Duża podpowiedź do odczytania w moich książkach: „Australia, gdzie kwiaty rodzą się z ognia” i „Lady Australia”. Trzeba pamiętać, że można stracić tam tzw. serce i że to będzie kosztowne, bo Australia tania nie jest, a z pewnością trzeba będzie tam wrócić. Większość ludzi, których zabieram ze sobą do Australii, wraca tam przynajmniej jeszcze raz.

I jeszcze na koniec ;) – ma pan swoją teorię co do tego, co się stało z dziewczętami z pensji, których historię zniknięcia pokazał w swoim filmie „Piknik pod Wiszącą Skałą” Peter Weir? Ten film dotyka tajemnicy Australii?

I będzie zagadką! Doskonale wpisuje się w aurę tajemniczości Australii, w niedopowiedziany sposób definiuję ją, odwołując się do pełnej dla nas tajemnic mitologii aborygeńskiej, choć Aborygenów w tym filmie nie ma. Peter Weir uchwycił coś, co jest metafizycznym fundamentem tego kraju-kontynentu. Dla mnie ten film i przesłanie jakie niesie – nie starzeją się! Zaintrygowanych odsyłam do innego filmu Petera Weira „Ostatnia fala”, w którym robi kilka kroków dalej, poza ścieżkami pod wiszącą skałą…

Przygotowała Małgorzata Sucharska


Marek Tomalik
Podróżnik, pisarz, dziennikarz prasowy i radiowy, z wykształcenia geolog. Pasjonat i znawca Australii, do której jeździ systematycznie od 1989 roku. Organizuje wyprawy w Outback (www.wsednosprawy.pl). Twórca i organizator 23 edycji Festiwalu Podróżników „Trzy Żywioły” oraz wielu innych imprez artystycznych. Menadżer zespołów rockowych. Pisze o podróżach i muzyce. Stały współpracownik National Geographic i Jazz Forum. Autor książek o podróżach. Przez 15 lat prowadził w Radiu Kraków program podróżników „Globtroter”, przez kilka miał stałą rubrykę w Przekroju „Nastaw uszu”. Zasiadał w jury Travelerów – prestiżowych nagród przyznawanych przez National Geographic, prowadził obrady kapituły Trzech Żywiołów. Dwukrotny laureat Kolosów. Znawca rynku nieruchomości. Australia to jego „miejsce na ziemi”, zawsze jednak wraca w Karpaty. Skąd? Z Australii, Singapuru, Malezji, Tajlandii, Birmy, Laosu, Indonezji, Indii, Nepalu, Sikkimu, Syberii (J. Bajkał), Laponii, Egiptu, Syrii, Libanu, Algierii, Brazylii, Meksyku, Peru, Boliwii i krajów Europy.

Więcej informacji znajdziesz na stronach: www.australia-przygoda.com www.destino.pl www.wsednosprawy.pl

Książki Marka Tomalika - zobacz