Z Jakubem Czajkowskim o Mongolii, życiowych pasjach i wyprawach nie tylko dla „twardzieli”

W mongolskim stepie (fot. Kuba Czajkowski)

 

Lubię wszystkie miejsca, w których byłem do tej pory. Chyba dokonywałem dobrych wyborów ;) Ale ciągle zamierzam wracać do Mongolii.

 

Skąd wzięła się twoja pasja do wędrowania? Traktujesz je w kategoriach sprawdzenia siebie czy jako coś innego?

Pasja wędrowania była obecna chyba od zawsze. Jako dziecko co roku byłem zabierany w Tatry, potem przyszły czasy rajdów harcerskich, aż wreszcie na studiach ukończyłem kurs przewodnika górskiego. I tak naprawdę ruszyło dopiero wtedy – zacząłem prowadzić i organizować rajdy studenckie w Beskidach, a potem dalsze wyprawy trekkingowe. Kilka lat temu zacząłem też amatorsko biegać. Po pewnym czasie nadszedł moment, kiedy stanąłem na starcie ultramaratonu Kierat w Beskidzie Wyspowym – to 100 kilometrów po górach, na orientację. Doszedłem na metę wykończony, po prawie 25 godzinach. Ale byłem z siebie dumny, dałem radę. I na dobre mi się spodobało… Od jakiegoś czasu za cel indywidualnych wyjazdów w polskie góry wybieram zwykle wycieczki biegowe, staram się przygotowywać wtedy do startów w większych imprezach. W tym roku był to ponownie Kierat, a jesienią planuję jeszcze zmierzyć się z dystansem 150 km na Łemkowyna Ultra Trail.

Jak trafiłeś na studia geograficzne? Realizacja planu czy przypadek?

To był dla mnie naturalny krok do realizacji zainteresowań – ciekawości świata, potrzeby poznania mechanizmów, jakie rządzą naszą planetą, a także, po prostu, chęci podróżowania. Chyba mi się to udało!

Polowanie z orłem - fot. Kuba Czajkowski (na zdjęciu)Co wyjątkowego jest w stepach Mongolii, że tak często w nie powracasz?

Mongolia stała się dla mnie wyjątkowym miejscem z wielu powodów. Przede wszystkim  tamta niesamowita przestrzeń i przyroda dają mi poczucie ogromnej wolności i wewnętrznego spokoju. Podróżując po tym kraju mam wrażenie, że cofam się o dwieście lat i czuję  trochę jak dziewiętnastowieczny odkrywca, przemierzający góry konno, biwakujący w tajdze, czy odwiedzający jurty pasterzy żyjących z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Rytm życia większości Mongołów wciąż wyznacza przyroda i to jest mi bardzo bliskie, a ta  jest – wbrew pozorom – bardzo różnorodna. To nie tylko step, ale i bezmiar gór, wielkie jeziora, rwące rzeki, dzika tajga czy wreszcie przeogromna Pustynia Gobi. Mieszkańcy mongolskich stepów są natomiast niezwykle przyjacielsko nastawionymi, serdecznymi i gościnnymi ludźmi. Mimo, że w rozsianych na przestrzeni setek kilometrów stepu jurtach są już od dawna np. baterie słoneczne i anteny satelitarne, no i dociera tam telewizja, jednak ma się wrażenie, że oprócz tego niewiele się zmieniło tam od czasów Czyngis-chana. I to jest właśnie piękne.


Takie wyprawy jak do Mongolii czy Kirgistanu to dla ciebie praca czy odpoczynek?

One są dla mnie połączeniem pracy i przyjemności. Wybieram się w jakieś miejsce na ziemi dlatego, że bardzo mnie interesuje – jego kultura, historia, przyroda, krajobrazy... Zwykle zaczyna się tak, że trafiam na jakieś zdjęcia, historie spisane w książkach podróżniczych czy reportażach, opowieści innych podróżników. I zaczynam układać plan wyprawy. Zwykle w nowe miejsce jadę najpierw sam, wykorzystując swój wolny czas pomiędzy różnymi obowiązkami zawodowymi. Wtedy jestem nastawiony na eksplorowanie, weryfikuję swoją wiedzę o danym miejscu, odkrywam je na swój własny sposób, zbieram doświadczenia. Choć w tych wyjazdach jest dużo spontaniczności i związanych z tym różnych przygód, często trudów, traktuję je jako konieczny rekonesans, sprawdzenie wszystkiego na miejscu przed późniejszą organizacją wypraw dla innych osób. Jadąc ponownie z grupą, jestem przygotowany na wiele rzeczy, które można zastać na miejscu. To pozwala na większe poczucie bezpieczeństwa.

Wolisz wyprawy samotne czy w grupie?

Różnie to bywa. Na przykład na Główny Szlak Beskidzki, w 500-kilometrową wędrówkę najdłuższym szlakiem turystycznym w Polsce, wybrałem się samotnie. Niedługo znów wyruszam indywidualnie do Kirgistanu, aby zrobić rozpoznanie przed przyszłoroczną wyprawą trekkingową w góry Tien-szan. Ale potem, po trzech tygodniach, dołącza do mnie kilka osób i zaczynamy rajd konny znanym mi już dobrze szlakiem. Wypraw samotnych i grupowych nie traktuję w kategoriach trudniejsze-łatwiejsze. Są po prostu inne.  Podróżując w grupie uwzględniam przede wszystkim oczekiwania i możliwości moich współtowarzyszy, a ja jestem wtedy na drugim miejscu. W wyjazdach indywidualnych czasem większą rolę odgrywa właśnie chęć sprawdzenia siebie i wtedy chyba stawiam sobie wyżej poprzeczkę.

Która z twoich wypraw była najbardziej wymagająca?
Najbardziej wymagająca? Staram się, żeby każda taka była ;) Ale najtrudniejsza była chyba wędrówka w Pamirze, w Tadżykistanie. Wraz z przyjaciółką udaliśmy się w półroczną podróż przez Azję. Zaczęliśmy w Tadżykistanie i postanowiliśmy powędrować  sobie pieszo mniej więcej wzdłuż Trasy Pamirskiej i Korytarza Wachańskiego. Mieliśmy dość ciężkie plecaki i pokonaliśmy na sporej wysokości nad poziomem morza jakieś 500 kilometrów w ciągu trzech tygodni. Jedliśmy tylko to, co było dostępne na miejscu, czyli na ogół chleb i herbatę ;) Ale krajobrazy Pamiru i Hindukuszu naprawdę wynagrodziły trudy tej wędrówki z naddatkiem. U mongolskich pasterzy (fot. Kuba Czajkowski)

 Jakie są twoje ulubione miejsca na ziemi? Gdzie chciałbyś jeszcze ruszyć?

Lubię wszystkie miejsca, gdzie byłem do tej pory. Chyba dokonywałem dobrych wyborów ;) Zamierzam na pewno wracać do Mongolii, na konie. Ale układam w głowie też kolejne wyprawy w ten rejon Azji. Mam już dwa nowe pomysły - na ryby: rzeki i jeziora tego kraju to istny raj wędkarski, a także rowerową wyprawę po mongolskich stepach... A już niedługo ruszam na przykład znów do Kirgistanu, będziemy tam przemierzać konno doliny i ośnieżone przełęcze gór Tien-szan, pływać w wielkich jeziorach i smakować specjały kuchni środkowoazjatyckiej. Są też inne plany. Byłem kiedyś nad Bajkałem, a teraz kusi mnie wyprawa dużą rzeką, przez dziką tajgę, gdzieś na północ Syberii...  Chciałbym też wrócić do Chin, gdzie kiedyś spędziłem miesiąc i wtedy nie zrobiły na mnie dobrego wrażenia. Dopiero po jakimś czasie, już po powrocie stwierdziłem, że jednak było w nich coś fascynującego i muszę tam kiedyś wrócić na dłużej.

A są takie miejsca, które cię rozczarowały?

Zdarzało się, że moje wyobrażenia rozmijały się z tym, co zastawałem na miejscu. Bardziej rozczarowujące było jednak dla mnie, jeśli np. wracałem w jakieś miejsce, które pamiętałem jako wyjątkowe, a ono zmieniło się mocno na niekorzyść. Najczęściej stając się bardziej komercyjnym, nastawionym turystyczne i w taki sposób, krok po kroku, tracąc swój pierwotny urok.

Przed podróżą bierzesz pod uwagę opinie znajomych, czy wolisz sam się przekonać jak jest?
Przed wyprawą w nowe rejony zawsze, o ile to możliwe, zasięgam opinii  ludzi, którzy byli tam przede mną. Nie zależy mi oczywiście na wyłożeniu całej wiedzy, bo tę mogę zdobyć w inny sposób, ale raczej na podzieleniu się osobistymi opiniami, wrażeniami itd. To później bardzo ułatwia myślenie i planowanie. Dużo przydatnych informacji można zdobyć na festiwalach podróżniczych i slajdowiskach. Sam zresztą bardzo często prowadzę pokazy slajdów i opowiadam o miejscach, w których byłem, dzieląc się wtedy swoimi indywidualnymi doświadczeniami. Bardzo serdecznie zapraszam na nie – szczegóły można znaleźć u mnie na stronie internetowej.

Planując wyprawę korzystać z przewodników, map itp.? Jakich?
Do podróży lubię przygotowywać się czytając książki o danym kraju, miejscu czy zagadnieniu. Na przykład podróżując po Tadżykistanie i Kirgistanie, miałem w głowie historie opowiadane przez  Bronisława Grąbczewskiego w książce "Podróże po Azji Środkowej". Bardzo ciekawe było porównanie opisów sprzed ponad stu lat z tym, co można zobaczyć i napotkać tam dzisiaj. Przed planowaniem wypraw korzystam też z różnych wydawnictw, ale głównie zbieram informacje w internecie – przeglądam blogi i filmy z danych regionów, czytam różne relacje podróżnicze. Mapy odległych miejsc, gdzie się udaję, przeglądam najpierw w sieci, a  później zwykle kupuję już na miejscu. Bardzo cenię sobie reportaże wydawane w "Czarnym", a czasem zabieram w podróż także przewodnik "Bezdroży". Jeśli chodzi o mapy to mam w domu sporą kolekcję wydanych przez polski "ExpressMap".

Organizowanie wypraw podróżniczych stało się dla ciebie sposobem na życie. Czym jest grupa Chate.pl?

Grupa Wyprawowa „Chate.pl” to biuro podróży, założone kilka lat temu przez grono doświadczonych pasjonatów-podróżników. Eksplorujemy fascynujące miejsca i odkrywamy najdalsze zakątki naszego globu. W wiele z nich proponujemy potem jako cel wyprawy z nami jako pilotami.  Organizujemy wszystko sami, dbając o ciekawy program, dobrą zabawę i bezpieczeństwo. Odwiedzamy piękne i wyjątkowe miejsca, poznajemy inne kultury, bardzo aktywnie spędzamy czas. Jednak nie są to wyjazdy tylko dla „twardzieli”, uczestnicy muszą po prostu chcieć zejść z utartych szlaków i przeżyć przygodę. Oczywiście pod naszą opieką!



Jakub Czajkowski

www.jakubczajkowski.com

Geograf z wykształcenia, podróżnik z zawodu. Organizuje i pilotuje wyprawy przygodowe, trekkingowe, konne i rowerowe w różne miejsca na ziemi. Kilkakrotnie podróżował konno po Mongolii i wędrował po górskich pustkowiach Azji Środkowej, w Pamirze i Tien-szanie. Przemierzał szlaki Tybetu, Indochin i syberyjską tajgę. Wielokrotnie organizował też trekkingi górskie w różnych pasmach Karpat. Pasjonuje się fotografią, dziką przyrodą i aktywnym wypoczynkiem, najlepiej na dystansie 100 km, z mapą i kompasem w dłoni.