Świat jest ciekawy: Otoczone legendami Wyspy Kanaryjskie

Wyspy Kanaryjskie to leżący na Oceanie Atlantyckim archipelag górzystych wysp. Tworzy go siedem głównych wysp (Teneryfa, Fuerteventura, Gran Canaria, Lanzarote, El Hierro, La Palma, La Gomera) oraz sześć mniejszych (Alegranza, Graciosa, Montana Clara, Lobos, Roque del Este, Roque del Oeste).
W czasach starożytnych archipelag ten określany był jako Wyspy Szczęśliwe. Podobno już Homer i Plutarch wspominali o nich, sławiąc ich największe przymioty, w szczególności wspaniały, wiosenno – letni klimat.
Wokół Wysp Kanaryjskich krążą ciekawe legendy, które warto poznać, szczególnie gdy planuje się podróż do tego malowniczego zakątka świata.
Jedna z legend wiąże wyspy z mityczną Atlantydą. Opisywał ją Platon jako krainę pełną szczęśliwości, o dobrze rozwiniętej cywilizacji. Według jego opowieści Atlantyda została zniszczona przez serię trzęsień ziemi i zatopiona przez morskie wody.
Na temat Atlantydy narosło mnóstwo teorii i hipotez. Wiele osób było sceptycznie nastawionych do opowieści Platona. Według nich Atlantyda nigdy nie istniała, zaś jej opis to jedynie utopijna historia wymyślona przez Platona. Ale byli też i zwolennicy teorii istnienia Atlantydy, którzy doszukiwali się jej pozostałości w różnych miejscach świata, między innymi właśnie tam, gdzie leżą Wyspy Kanaryjskie. Według tej teorii miały być one wierzchołkami Atlantydy, których nie pochłonęła całkowicie woda.
Hipotezę tę miałby natomiast potwierdzić fakt odnalezienia na jednej z wysp, Teneryfie, pozostałości piramid (według Platona jedną z najważniejszych budowli Atlantydy była bowiem Wielka Piramida). Zostały one odkryte w mieście Guimar. Wcześniej były uważane za zwykłe usypiska kamieni, jednak znany norweski badacz, Thor Heyerdahl, stwierdził, iż są to piramidy, bardzo podobne do tych, jakie zachowały się w Peru i Meksyku.
Choć oczywiście piramidy w Guimar nie są jednoznacznym dowodem na istnienie Atlantydy, stanowią ciekawą atrakcję turystyczną. Pierwotnie piramid było tu dziewięć, dziś jest ich sześć. Zbudowane zostały ze skały wulkanicznej. Podobno stojąc na największej z nich, można zaobserwować ciekawe zjawisko: dwukrotny zachód słońca. Najpierw bowiem można zobaczyć, jak słońce znika za górą, potem znów się pojawia, by wreszcie ostatecznie zniknąć za horyzontem.
Istnieją również legendy, które wiążą Wyspy Kanaryjskie z mitologicznym ogrodem Hesperyd. Hesperydy, według mitologii greckiej, były nimfami Zachodzącego Słońca i według jednej z wersji - córkami Atlasa, Giganta trzymającego na swych ramionach niebo. Trzy siostry opiekowały się ogrodem bogów, w którym rosła jabłoń rodząca złote jabłka. W pilnowaniu ogrodu pomagał Hesperydom straszliwy, stugłowy smok Ladon. Każda z jego głów zionęła ogniem, siejąc postrach. Starożytni Grecy utożsamiali smoka Ladona ze znajdującym się na Teneryfie szczytem wulkanicznym Teide. Wierzyli, że gdy dochodziło do erupcji wulkanu, to właśnie z paszcz smoka buchał ogień, dla odstraszenia tych, którzy próbowali wkraść się do ogrodu Hesperyd.
Obecnie wulkan Teide jest uśpiony. Jednak patrząc na jego majestatyczny kształt górujący nad wyspą, łatwo sobie wyobrazić, dlaczego niegdyś kojarzył się z ziejącym ogniem smokiem.
Na tym nie kończy się opowieść wiążąca Wyspy Kanaryjskie z ogrodem Hesperyd. Wykradnięcie złotych jabłek z tego ogrodu było jedną z dwunastu prac, jakie miał wykonać Herakles. Namówił on Atlasa, by to on ukradł jabłka, gdyż jemu łatwiej było oszukać smoka. Tak też się stało. Herakles chwilowo zastąpił Atlasa, podtrzymując za niego niebo, zaś Atlas zabił smoka i zabrał złote jabłka. Zamierzał co prawda zostawić Heraklesa trzymającego sklepienie niebieskie i uciec, jednak Heraklesowi udało się podstępem wymusić na Atlasie, by z powrotem wziął na swe ramiona ciężar. Jabłka zostały przekazane Atenie, która oddała je następnie Hesperydom.
Legenda głosi, że gdy Atlas zabił smoka, jego krew roztrysnęła się po całym ogrodzie. Z każdej kropli krwi wyrosło drzewo, nazywane dziś smokowcem, smoczą draceną lub smoczym drzewem. Jest to bardzo rzadki gatunek roślin. Występuje m.in. na Wyspach Kanaryjskich, w ilości zaledwie kilkuset egzemplarzy. Drzewa te charakteryzują się masywnymi pniami, z których wyrastają liczne, poskręcane gałęzie, przypominające sto głów smoka. Smokowce to drzewa długowieczne. Jedno z drzew rosnących na Teneryfie ma podobno 1000 lat. Patrząc na te niesamowite drzewa, nietrudno wyobrazić sobie, iż rzeczywiście żyje w nich mityczny smok. Wrażenie to potęguje się, gdy wspomni się o pewnej ciekawostce związanej ze smokowcem. Otóż gdy natnie się korę lub liście tego drzewa, wypływa z niego żywica, która utleniając się, przybiera czerwony kolor – stąd nazywana jest smoczą krwią. Warto też wiedzieć, iż drzewo to kwitnie raz na piętnaście lat, podczas letnich nocy, dlatego widok kwitnącej smoczej draceny jest wyjątkowym i cennym przeżyciem.
Ze wspomnianym wcześniej wulkanem Teide wiąże się jeszcze jedna legenda, O ile starożytni Grecy widzieli w nim smoka, o tyle dla Guanczów – pierwszych znanych mieszkańców Wysp Kanaryjskich – był świętą górą, której szczyt, jak wierzyli, dotykał nieba.
Według podań Guanczów wnętrze wulkanu zamieszkiwał zły demon Guayota. Pewnego dnia uwięził on boga słońca, Mageca. Ponieważ na ziemi zapanowały ciemności, Guanczowie zwrócili się do boga Achamana z błaganiem o pomoc. Achaman wysłuchał ich próśb, zwyciężył demona i uwolnił boga słońca.
Skoro mowa o Guanczach, warto poznać jeszcze inną legendę tego ludu, którą jest piękna, choć i tragiczna historia Gary i Jonaya.
Gara była księżniczką pochodzącą z Gomery. Była bardzo piękna i dobra, toteż zakochał się w niej Jonay, syn władcy Teneryfy, zaś dziewczyna odwzajemniła jego miłość.
Pewnego dnia Jonay przypłynął na Gomerę, aby spotkać się z ukochaną. Wydobywający się w tym czasie z wulkanu Teide dym został uznany przez rodziców obojga młodych za zły omen. Nie zgodzili się więc oni na związek Gary i Jonaya. Zakochani uciekli, lecz zostali wytropieni i okrążeni przez żołnierzy wysłanych przez ojca dziewczyny. Gara i Jonay, wiedząc, iż nie mają szans na dalszą ucieczkę i bycie razem, odebrali sobie życie, przebijając swe ciała naostrzonym na obu końcach kijem. Obejmując się, wydali ostatnie tchnienie.
Legenda mówi, że właśnie na pamiątkę tych wydarzeń zarówno wzgórze, na którym zginęli młodzi kochankowie, jak i założony w tym miejscu Park Narodowy, noszą nazwę Garajonay.
Dziś park ten zajmuje około 10% wyspy La Gomera i wpisany jest na Listę Światowego Dziedzictwa UNESCO. W głównej mierze porastają go lasy wawrzynowe. Poza tym rośnie tam także sosna kanaryjska, będąca najwyższym drzewem Wysp Kanaryjskich. Miejsce to charakteryzuje się również bogatą fauną, wśród której występuje wiele gatunków endemicznych. Wzgórze Garajonay jest najwyższym punktem wyspy.
Istnieje ciekawa legenda, według której poza siedmioma głównymi wyspami archipelagu kanaryjskiego istniała jeszcze jedna, ósma wyspa – San Borondon. Opowiadał o niej irlandzki mnich, święty Brendan z Clonfert, zwany też Brendanem Żeglarzem. Mnich ten podczas morskiej wyprawy dotarł do pewnej wyspy, która obfitowała we wszelkie dobra. Brendan i jego towarzysze spędzili na niej siedem lat, po czym wrócili do Irlandii. Później wielu żeglarzy próbowało do niej dotrzeć. Wielu też mówiło, że widzieli w oddali jej brzegi, lecz gdy zbliżali się do niej, wyspa znikała. Podobno była także widziana ze szczytu wulkanu Teide. Czy rzeczywiście istniała? Trudno na to pytanie z całą pewnością odpowiedzieć. Jednak legenda o pojawiającej się i znikającej wyspie jest ciągle żywa. Wiele osób wciąż próbuje ją wypatrzeć i nawet dziś zdarzają się tacy, którzy twierdzą, iż widzieli jej zarys wśród chmur.
Jak widać, Wyspy Kanaryjskie to miejsce otoczone wieloma legendami. Te ciekawe opowieści mogą dla wielu osób stać się zachętą do odwiedzenia tych pięknych, pełnych ukrytych tajemnic wysp.

Dorota Pansewicz