Świat jest ciekawy: Nepal - pokonać samego siebie

Nepal – kraj położony w środkowej części Himalajów. Jego nazwę tłumaczy się na kilka sposobów. Według jednej z legend w Kotlinie Katmandu rządził król Nemnuni. Przez swoich poddanych, których otaczał on troskliwą opieką, nazywany był w skrócie Ne. Ponieważ słowo „pal” oznaczało właśnie opiekę, stąd Nepal był to kraj znajdujący się pod opieką króla Ne. Niektórzy wywodzą tę nazwę od innych słów: „ne” (co po tybetańsku oznaczało „dom”) i „pal”(„wełna”). Tak więc Nepal oznaczał Dom Wełny, czyli kraj bogaty w wełnę. Uważa się też, iż nazwa Nepal może wiązać się z przekształconą nazwą ludu Newarów czy też z tybetańskim słowem „niampal”, co oznacza świętą ziemię.
Istnieje jeszcze inna legenda związana z Kotliną Katmandu. Mówi ona, że zanim została ona zamieszkana przez ludzi, była wielkim jeziorem. Kiedyś pojawił się tam buddyjski bóg mądrości – Manjushri. Sprawił on, że woda z jeziora spłynęła przez uczyniony przez niego wyłom w skałach, zaś dno jeziora zamieniło się w żyzną dolinę.
Natomiast stolicę Nepalu, Katmandu, według przekazów założył w X w. król Gunakamadewa. Podobno uczynił to na rozkaz bogini Malakśmi, która odwiedziła go we śnie i zażyczyła sobie, by miasto miało kształt miecza, który był jej atrybutem.
Na północny zachód od Katmandu znajduje się Annapurna - dziesiąty co do wysokości szczyt Ziemi, mierzący 8091 m n.p.m. Jest jednym z czternastu tzw. ośmiotysięczników, czyli szczytów, których wysokość przekracza liczbę ośmiu tysięcy metrów. Jej nazwę tłumaczy się jako Wypełniona Pożywieniem. Tereny wokół Annapurny są bardzo dobrym miejscem do uprawiania trekkingu.
Annapurnę wyróżnia to, że jest pierwszym szczytem ośmiotysięcznym zdobytym przez człowieka (w roku 1950). Można powiedzieć, iż właśnie ta góra, otwarła przed ludźmi drogę do najwyższych szczytów na Ziemi.
A wśród tych, którym udało się zdobyć Annapurnę, są również Polacy: Jerzy Kukuczka, Wanda Rutkiewicz, Piotr Pustelnik, Artur Hajzer, Andrzej Marciniak, Kinga Baranowska, Bogdan Stefko, Krzysztof Wielicki, Ryszard Pawłowski, Mariusz Sprutta. To ludzie, którzy zakochali się w górach, dla których stanowiły one bądź wciąż stanowią sens życia. Można by się zastanawiać, co sprawia, iż tak wiele osób wspina się, co jest powodem ich fascynacji górami. Na pewno nie jest to łatwe do wyjaśnienia, nawet dla nich samych.
Oddając głos niektórym z tych, którzy weszli na szczyt Annapurny, można dowiedzieć się, przynajmniej w jakiejś cząstce, czym są lub były dla nich góry:
* „Gdyby najkrócej określić to, co właściwie wciąż ciągnie mnie w góry, to jest to – przyjemność. (…) Jest też w górach tyle piękna i w tylu postaciach, że trudno to wyrazić. Jest to urlop od spraw codziennych i oddalenie się od nich, choć nie oznacza to ucieczki, a tylko potrzebny względem nich dystans”. (Wanda Rutkiewicz)
* „Im bliżej byłem szczytu, tym bardziej narastało we mnie przekonanie, że oto spełniło się to, o czym najbardziej marzyłem”. (Jerzy Kukuczka)
* „Tam inaczej pachnie powietrze, wieje wiatr, wygląda śnieg. Może ostrzej? Kolory są bardziej intensywne. I jest coś, czego mi zawsze będzie brakowało – ciszy górskiej”. (Piotr Pustelnik)
* „Góry, chociaż są niezmienne, to ich smak dla każdego z nas jest inny. I to jest najpiękniejsze”. (Ryszard Pawłowski)
Oczywiste wydaje się pierwsze skojarzenie, jakie się nasuwa: wspinanie to zajęcie dla doświadczonych alpinistów i himalaistów, zaś dla pozostałych górskie szczyty są niedostępne. Jednak istnieją przykłady zaprzeczające tym teoriom. Najlepszym z nich jest Jan Mela. Chyba wiele osób słyszało o nim, jednak warto przypomnieć wydarzenia, które na zawsze zmieniły jego życie.
Miał zaledwie 14 lat i całe życie przed sobą, kiedy uległ wypadkowi: gdy w czasie deszczu wszedł do niezabezpieczonej stacji transformatorowej, został poważnie porażony prądem. Na tyle poważnie, iż konieczna była amputacja prawego przedramienia i lewego podudzia.
Wiele osób, będąc w takiej sytuacji załamałoby się, uznałoby, że ich życie właściwie się skończyło. Tymczasem on, w przeciągu 8 lat, jakie upłynęły od wypadku, zdołał dokonać rzeczy - wydawać by się mogło – niemożliwych. Szczególnie dla osoby niepełnosprawnej. Dotarł na oba bieguny, północny i południowy, a także zdobył szczyty: Kilimandżaro, Elbrus i El Capitan. Warto przy tym dodać, iż nie jest on odosobnionym przypadkiem osoby ciężko doświadczonej przez los, a mimo to umiejącej przezwyciężyć swoje słabości. Niewidomy od urodzenia Łukasz Żelechowski oraz walczący od lat z chorobą nowotworową Piotr Pogon dotarli na szczyty: Kilimandżaro, Elbrus i Aconcagua. Ten ostatni zdobył ponadto Mount Kenya.
Można powiedzieć, że wspomniane tu osoby nie tylko weszły na górskie szczyty, ale też wspięły się na szczyty własnych możliwości. Ich przykład może stać się inspiracją i motywacją dla wielu innych osób, które, choć nie mają większego lub żadnego doświadczenia we wspinaczce, mają za to o wiele lepsze warunki fizyczne do tego, by spróbować swych sił w takiej formie aktywnego wypoczynku. Niekoniecznie trzeba zaczynać od tych najwyższych szczytów górskich. Przygodę z górami można zaczynać stopniowo.
Świetnym miejscem do tego jest wspomniana trasa wokół Annapurny, znajdująca się w samym sercu Himalajów. Znakomicie nadaje się ona na uprawianie trekkingu, nie tylko ze względu na doskonałe ku temu warunki, ale też z powodu zachwycających, bajecznych krajobrazów, które z pewnością na zawsze pozostaną w pamięci tych, którzy zdecydują się na wyruszenie na tę jedną z najpiękniejszych górskich tras świata. Technicznie nie należy ona do zbyt trudnych, natomiast wysiłek włożony w jej pokonanie zrekompensuje widok wspaniałej, majestatycznej Annapurny, której sylwetka na tle nieba wywołuje ogromne wrażenie.
A pomocą w pokonaniu obaw i wątpliwości związanych z tego typu wyprawą, niech będą słowa, które można przeczytać w książce napisanej przez Jana Melę pt. „Poza horyzonty”: „Niemożliwe jest tylko w naszej głowie”. Trzeba tylko pokonać samego siebie i spróbować zdobyć swój własny, zamierzony szczyt.

Dorota Pansewicz