Bieszczadzki trakt

Za czasów późnego PRL-u uchodziły za mityczne miejsce, gdzie można schronić się przed światem, wybierając wewnętrzną wolność i harmonię z naturą. Do dzisiaj nadal zachowały w sobie coś z tamtej magii, przyciągając pięknem przyrody, ale i nostalgicznymi wspomnieniami ze szlaków przemierzanych z przyjaciółmi, z ich ogniskami i gitarą. Teraz częściej można tam spotkać turystów zmotoryzowanych, ale i połoniny mają swoich wiernych, pieszych wyznawców. Wszystkich, którzy swój pierwszy raz z Bieszczadami mają jeszcze przed sobą, namawiamy na pieszą wędrówkę po połoninach i przejażdżkę kolejką, zachęcamy do pobytu nad Soliną, obejrzenia fascynujących drewnianych cerkwi i muzeów Sanoka.

Biesszczady

Raj, rajd, bieszczadzki rajd…

Bieszczady Mała Rawka

Jeśli Bieszczady to koniecznie po to, by powędrować gdzieś przed siebie, w pięknych okolicznościach przyrody. Najważniejszy i najdłuższy, bo prawie 500-kilometrowy, czerwony szlak, prowadzi od Ustronia (Beskid Śląski) do Wołosatego (Bieszczady), to Główny Szlak Beskidzki im. K. Sosnowskiego. W Bieszczadach wiedzie m.in. przez Połoninę Wetlińską.
Najwyższy bieszczadzki szczyt Tarnica i połoniny: Caryńska i Wetlińska (z kultowym schroniskiem Chatka Puchatka, skąd rozciąga się wspaniała panorama Tatr), znajdują się na terenie parku narodowego, dlatego trzeba trzymać się oznaczonych szlaków. Ale te prowadzą tak malowniczymi trasami, że widoki sprzed naszych oczu doskonale wynagrodzą nam konieczne ograniczenia. Kilometry czystego, nieskażonego piękna natury, z rzadka tylko mijani wędrowcy, drewniane cerkiewki i pochylone ku ziemi krzyże, opuszczone miejsca objęte w ponowne władanie przez przyrodę… Medytacyjny spokój dla wyciszenia wszelkich emocji, z jakimi się tu trafiło w połączeniu z wysiłkiem marszu i stromych podejść, czasem rozprasza pogoda. Nawet latem potrafi być kapryśna, dlatego zawsze trzeba mieć kurtkę przeciwdeszczową i mocne, nieprzemakalne buty na podeszwie, która nie będzie się ślizgała.

 

Jedzie bieszczadzka ciuchcia…

Doskonale zachowany pierwotny las bukowy i porosłe trawiastą roślinnością szczyty – połoniny, a także umiarkowany, przejściowy klimat sprawiają, że w tamtych okolicach można spotkać niedźwiedzie i żbiki, wilki, rysie i jelenie, a nawet żubry. Wąż Eskulapa czy żmija zygzakowata też mogą napędzić strachu, ale pewnie bardziej sobie niż wędrowcom. Czasem ma się szczęście zobaczyć żyjące na wolności zwierzęta w ich naturalnym środowisku, ale bezpieczniej obserwować je z okien kolejki wąskotorowej.
O bieszczadzkiej ciuchci powstawały nawet piosenki! Jej malownicza trasa zaczyna się w Majdanie koło Cisnej, a zabytkowy skład z opalaną drewnem lokomotywą i małymi wagonikami niespiesznie kolebie się na torach wśród lasów i zarośli. Przed laty służyła bardziej jako środek transportu drewna i wypalanego w pobliskich lasach węgla drzewnego, dzisiaj jest niezwykłą atrakcja turystyczną, której nie można przegapić!

Zielone wzgórza nad Soliną

Na Sanie i Solince zbudowano potężną zaporę i utworzono sztuczny zbiornik wodny, nazwany Jeziorem Solińskim, który jeszcze dodaje uroku temu regionowi. 150 kilometrów poszarpanych czasem brzegów z przystaniami, ośrodkami wypoczynkowymi i żeglarskimi, knajpkami, wypożyczalniami sprzętu wodnego. Dzięki tej obecności można sobie zafundować urlopową wyprawę na zasadzie 2w1 – góry i jezioro, razem lub oddzielnie, wedle upodobania. Ładny koloryt skóry można uzyskać na pomoście i na plaży lub wędrując połoninami. W grę wchodzi także rejs statkiem spacerowym, który pozwoli dotrzeć w najciekawsze zakątki akwenu, no i zobaczyć imponującą zaporę z bliska – 82 metry betonu i stali. Jezioro to raj dla wędkarzy – sandacze i okonie bywają naprawdę widowiskowych rozmiarów. Preferującym mniej samodzielne pozyskiwanie pożywienia pomogą bary i restauracje, gdzie serwowana jest kuchnia lokalna. Najbardziej atrakcyjny wybór lokali gastronomicznych jest do dyspozycji gości w Polańczyku, uzdrowiskowej miejscowości nad zalewem. Występujące tam wody mineralne mają dobroczynne działanie przy kłopotach z układem oddechowym i moczowym.
Raczej zdrowym osobom proponujemy na Jeziorze Solińskim sporty wodne, wyprawy kajakowe na Sanie, jazdę konną (niezwykłe wrażenie robią żyjące tu również dziko, konie huculskie), szybowisko w Bezmiechowej, liczne szlaki rowerowe – wybór dla lubiących aktywność fizyczną jest naprawdę imponujący!

Cerkwi banie rozłożyście złote

Bieszczady kościółBieszczadzkie cerkwie są wyjątkowe pod każdym względem. Ich misterne, drewniane konstrukcje zachwycają pomysłowością i starannością wykonania. To niezwykłe, że przetrwały do naszych czasów. Niszczone i odbudowywane, opuszczane i zajmowane, przechodziły z rąk do rąk, nie zawsze służąc celom sakralnym. Warto zobaczyć choć kilka z nich, np. bojkowską cerkiew w Smolniku czy łemkowską w Turzańsku, obydwie dla swojej wyjątkowości wpisane na listę dziedzictwa UNESCO. Przez wiele lat za najstarszy uchodził obiekt w Uluczu, niedaleko Sanoka, wielkiej urody, ukryty wśród starodrzewia, cudem ocalały z pożogi, kiedy po wojnie wieś została spalona, a mieszkańcy wysiedleni. Dzisiaj jest tylko filią muzeum, ale raz w roku, w święto Wniebowstąpienia Pańskiego odprawiane są tu uroczystości, a na odpuście pojawiają się wierni.
Inna drewniana cerkiew greckokatolicka, św. Paraskewy w Górzance, stoi na niewielkim wzgórzu wśród potężnych, starych dębów. Wewnątrz można zobaczyć zupełnie unikatowy, bo rzeźbiony, a nie malowany ikonostas, pochodzący z 1. połowy XVIII wieku i najprawdopodobniej wycięty z jednego pnia lipowego. To zadziwiające, niezgodne z kanonami dzieło sztuki sakralnej, warto zobaczyć na własne oczy.

A jeśli dom będę miał

Drewniana architektura tamtych terenów, nietrwała i narażona na różne niebezpieczeństwa, wymaga szczególnej troski. Taką właśnie zapewnia jej Muzeum Budownictwa Ludowego w Sanoku. Zajmuje aż 38 hektarów, a zgromadzone w skansenie zbiory pokazują kulturę ludową pogranicza, m.in. Bojków i Łemków, z cerkwiami, kościołami, chatami i zabudowaniami gospodarczymi, młynem, szkołą itp. Wszędzie można zajrzeć do środka i sprawdzić, jak się kiedyś żyło. Uroda tej starej, drewnianej architektury, ocalonej od zniszczenia porównywalne jest z pięknem i wyjątkowością zbiorów Galerii Ikony Karpackiej, znajdującej na terenie muzeum.
Będąc w Sanoku warto też zwiedzić XVI-wieczny zamek, obecnie muzeum, gdzie znajduje się ogromna, największa w Polsce kolekcja fantastycznych obrazów Zdzisława Beksińskiego, urodzonego tutaj i przez wiele lat związanego z miastem. A spacer po sanockim rynku najlepiej zakończyć na ławeczce obok dzielnego wojaka Szwejka, wspominając cesarsko-królewskie klimaty i powieść Haska, której epizody rozgrywały się w tym miasteczku. Halba piwa też nie zaszkodzi, ale to już pewnie w miejscu do tego dozwolonym