Albania – tyle do odkrycia!

Z bałkańskich krajów zwykle wybieramy Chorwację, doceniając jej rozliczne uroki i przyjazną odwiedzającym ten region infrastrukturę turystyczną. Albania pojawia się gdzieś na końcu stawki, traktowana trochę jako relikt po demoludach, a trochę jako miejsce, gdzie można się wybrać, gdy już wszystkie europejskie destynacje mamy zaliczone i szukamy pewnej inności, żeby na chwilę (i nie dłużej) odetchnąć egzotyką świata, który odchodzi w przeszłość, razem z jego atomowymi bunkrami. Taka motywacja też jest OK, ale co stoi na przeszkodzie, by potraktować Albanię jak każdy inny kraj i dać jej szansę na zaprezentowanie się z jak najlepszej strony? Albo nawet z kilku?
Adriatyk i Morze Jońskie z pięknymi plażami, malownicze jeziora: Ochrydzkie, Szkoderskie i Pryspa, niezbyt wysokie, ale zajmujące znaczy procent powierzchni kraju Góry Dynarskie i pasmo Korab na granicy z Grecją z najwyższym szczytem o tej samej nazwie, o wysokości 2764 m n.p.m., niesamowita historia sięgająca kilkuset lat przed naszą erą i indoeuropejskiego ludu Ilirów, zabytki, jakich nie powstydziłby się żaden innych zakątek Europy, i bardzo sprzyjające naszemu portfelowi ceny. Jednym słowem – świetne, nie bardzo jeszcze odkryte (choć zmienia się to z roku na rok) przez turystów miejsce. No i oczywiście – słynne bunkry .

Albania jezioro Ohrid

Trochę historii, żeby zrozumieć

Utrwaloną w źródłach historię tych ziem rozpoczynają starożytni Ilirowie, których ziemie zajmowane przez Greków, podbite przez Rzymian w II wieku przed naszą erą, przechodzą w ręce Bizancjum, by potem, w VII wieku przyjąć na swoje terytorium plemiona słowiańskie. A następnie wejść w skład Cesarstwa Bułgarii. Dopiero XII wiek pokazuje na mapach samodzielną Albanię, ale nie nad długo, bo zakusy sąsiadów, Serbów i Turków, spowodowały utratę niezależności, podporządkowanie na długie wieki Imperium Osmańskiemu i upadek cywilizacyjny, mimo początkowego rozkwitowi islamu. XIX-wieczne próby emancypacji były nieudane, dopiero II wojna światowa, która zmieniła mapę Europy, przyniosła Albanii niezależność państwową, ale też w wersji mocno dwuznacznej, bo odzyskanej przy pomocy komunistycznej partyzantki i powodującej mocne uzależnienie od ZSRR, a potem Chin. Późniejsza, prowadzona już samodzielnie polityka spowodowała absolutną izolację Albanii, ze wszystkimi tego konsekwencjami.
Dzisiejsza Albania boryka się z tym dziedzictwem, które zdominowało jej wizerunek in minus.

Tirana

Dzisiaj to najważniejsze miasto i stolica, licząca ponad 600 tys. mieszkańców, co stanowi znaczący procent całej populacji kraju… Albański przywódca komunistyczny, którego dyktatorskie rządy trwały nieprzerwanie od 1944 r. (był przywódcą komunistycznej partyzantki) aż do śmierci 1985 roku, Enver Hodża, postarał się, żeby w państwie deklarującym się jako „ateistyczne” w stolicy nie pozostało zbyt wiele z czasów „religijnego zabobonu”. Największe miasto, centrum politycznie i finansowe, nie ma zbyt wielu dawnych zabytków, które mogłyby robić szczególne wrażenie, ale na pewno warto wspomnieć o meczecie Ethem Beja. Budowany na przełomie XVIII i XIX wieku, był jedynym czynnym w kraju za czasów komunizmu, ale odwiedzać mogli go tylko cudzoziemcy. Dzisiaj każdy może tam wejść i obejrzeć niezwykłe zdobienia, sztukaterie i freski. Robią wrażenie!
Każdy z komunistycznych włodarzy miał potrzebę ogromnego placu, na którym mogłyby się odbywać wojskowe defilady i manifestacje poparcia, dlatego wielu z nich nakazywało wyburzanie całych połaci miasta, by zyskać potrzebną ku temu przestrzeń. Takim miejscem w Tiranie jest Plac Skandenberga, gdzie stał ogromny posąg dyktatora Hodży, po upadku komunizmu zamieniony na konny posąg słynnego bohatera narodowego z czasów walk (zwycięskich, choć nie na długo) o niezależność z Turkami. To Skandenberg stał się symbolem narodu albańskiego i jego jedności, mityczną postacią fundującą jego odrębność.
Paradoksalnie, dyktator Enwer Hodża, który trzymał w żelaznym uścisku partię i naród, miał podobne ambicje – uniezależnić się od bratnich objęć Stalina czy Mao, decydować o wszystkich kwestiach samemu. Stąd zwariowana decyzja o budowie bunkrów atomowych dla każdej rodziny, mało racjonalna ekonomicznie, bo każdy z nich kosztował tyle, ile przeciętne mieszkanie, ale dająca poczucie bezpieczeństwa. Dzisiaj bunkier przywódcy można zwiedzić, podobnie jak jego willę, bo Albańczycy starając się o atrakcje turystyczne w wyczyszczonej z zabytków Tiranie, uznali pamiątki po komunistycznej satrapii za ciekawe dla odwiedzających. Obudowane pubami i klubami, „monetyzują” to, co się tylko da. Nikt nie odważył się jednak na wykorzystanie mauzoleum Hodży, ze stali i betonu, z którego eksmitowano przywódcę na normalny cmentarz. Relikt starych czasów wtapia się w nowoczesne tło biurowców i banków, strasząc przeszłością.

Durres i albańskie wybrzeża

Durres to adriatycki port na miejscu starej, greckiej kolonii jeszcze z VII wieku p.n.e., przejęty przez Rzymian, którzy pozostawili po sobie amfiteatr, największy na Bałkanach, termy i forum. Ich pozostałości można dzisiaj oglądać, podobnie jak resztki murów obronnych z czasów panowania Bizancjum, czy obronna wieża Wenecjan. Przed wiekami Durres stanowił okno na świat dla mieszkańców tamtych terenów, dzisiaj, mimo iż jest to drugie co do wielkości, ładnie położone miasto Albanii, podupadł i zbiedniał.
Albania plaża KsamilMoże lepiej wybrać się w inne, bardziej atrakcyjne miejsca, jak na przykład najpopularniejszy kurort Riwiery Albańskiej, Saranda, gdzie nad Morzem Jońskim znakomicie rozwija się baza turystyczna, w dużej mierze należąca do albańskich Greków, stanowiących tu zdecydowaną większość mieszkańców.
Piękne plaże, nadmorskie deptaki, port jachtowy, wiele miejsc imprezowych – ponadprzeciętny standard za stosunkowo nieduże pieniądze.
Urody temu miejscu dodają strome, wapienne skały schodzące do morza i ponad 300 słonecznych dni w roku. Pewnym dysonansem są wszechobecne betonowe bunkry, na szczęście zdrowy dystans do przeszłości sprawił, że ozdobione różnymi malunkami, nawet kwiatowymi, dostały drugie, turystyczne życie.
Saranda jest doskonałym punktem wypadowym do Butrinti, starożytnej greckiej osady i stanowiska archeologicznego cenionego przez znawców i miłośników antyku. Jak mówi legenda – została założona przez uciekinierów spod Troi, ale trudno to zweryfikować. Wpisana na listę UNESCO, ma do pokazania grecki teatr na 1,5 tys. widzów, ruiny rzymskiego gimnazjonu, wczesnochrześcijańską bazylikę i baptysterium, czy zamek i wieże z czasów dominacji Republiki Weneckiej nad morzami, bo Butrinti przez wieki przechodziło z rąk do rąk. Dzisiaj cieszy oczy z powodu swojego pełnego uroku położenia na malowniczym wybrzeżu.

Do zobaczenia w górach

Piękne Góry Północnoalbańskie, niezbyt wysokie, ale urodą dorównujące Alpom, zachęcają do wędrówek, a ich zielone doliny, poprzecinane strumieniami, to prawdziwy balsam dla naszych oczu. Na liście rzeczy do zobaczenia na pewno znajdzie się Gjirokastra, „srebrne miasto”, z dachami zabytkowych, kamiennych domów, pokrytymi łupkami w szarym kolorze. Przepiękna zabudowa z czasów osmańskich, z drewnianymi, ozdobnymi balkonami przyciąga swoją urodą, każąc bez końca spacerować stromymi, krętymi uliczkami starówki i odpoczywać w klimatycznych knajpach. Nad położonym na trzech wzgórzach miastem góruje turecka twierdza, dodając mu kolorytu. To tutaj urodził się najbardziej znany albański pisarz, Ismail Kadare. Oraz czerwony dyktator, Hodża.
Berat usytuowane u stóp górskiego łańcucha Tomor ze względu na domy budowane na zboczach, jedne nad drugimi, co z daleka sprawia niesamowite wrażenie, nazwany „miastem tysiąca okien”, to jedno z najpiękniejszych miast kraju. Niepowtarzalny klimat, zabytkowa zabudowa i malownicze położenie sprawiło, że w został wpisany na listę UNESCO, co podkreśla jego historyczne i kulturowe walory. Średniowieczna, bizantyńska twierdza czy Meczet Królewski z niezwykłej piękności freskami warte są zobaczenia, podobnie jak Muzeum Onufrego, słynnego twórcy ikon.

Albania - jak się poruszać

Tutaj trzeba być przygotowanym na różne wyzwania. Kilometry znakomitej autostrady, a zaraz potem droga, która może zostać sklasyfikowana jako mocno lokalna, czasem nawet bez utwardzonej nawierzchni, znakomity asfalt może płynnie przejść w szosę z dziurami jak w kawałku ementalera. Na pewno trzeba uważać i mieć przy sobie dobrą mapę, tym bardziej, że trasy nie są zbyt dobrze oznaczone, a albańscy kierowcy mają specyficzne podejście do przepisów ruchu drogowego, uznając swoją wyższość ponad przepisami i lubując się w używaniu klaksonów.

Na wszelki wypadek kilka naszych rekomendacji.

Doskonałe mapy austriackiego wydawcy Freytag & Berndt i niemieckiego Reise Know-How lub Marco Polo na pewno pomogą w trasie, prowadząc po meandrach albańskich dróg i bezdroży.

O tym, że Albania zaczyna być dostrzegana przez ludzi ciekawych świata, świadczy obecność przewodników turystycznych nie tylko publikowanych przez polskich wydawców, ale i tych pisanych przez Polaków. Dostosowane do potrzeb rodzimych odbiorców, nie tylko pokażą ten kraj od możliwie najciekawszej strony, ale zwrócą uwagę na to, co ważne, by nie zbłądzić w jego specyficznej kulturze, gdzie Kanun, czyli surowe, zwyczajowe prawo nadal uważane jest za obowiązujące przez sporą część społeczeństwa, zwłaszcza tę wiejską i żyjącą w górach. Przewodniki Pascala z serii Lajt lub Przewodnik Ilustrowany powinny się idealnie sprawdzić, świetnym wyborem będzie także publikacja Bezdroży.