Jadę do Meksyku! – Miasta w interiorze

Dyskoteka w kopalni srebra w Zacatecas. Gotycka katedra narysowana patykiem na piasku. Sobieski w plutonie egzekucyjnym. Zespoły mariachi na słynnym placu w Guadalajarze i meksykańskie rodeo. Spróbuj tequili w Tequili. Poczęstuj się mumią!

MEKSYK

(pow. 1 972 550 km²; republika federalna składająca się z 31 stanów i jednostki administracyjnej zwanej Dystryktem Federalnym, czyli Miasto Meksyk; ludność ponad 112 mln ) leży w Ameryce Północnej i częściowo w Środkowej, nad Oceanem Spokojnym, Zatoką Meksykańską Oceanu Atlantyckiego i nad Morzem Karaibskim. Sąsiaduje ze Stanami Zjednoczonymi na północy i z Gwatemalą i Belize na południu. Oficjalna nazwa: Meksykańskie Stany Zjednoczone. Językiem urzędowym jest hiszpański, 63 języki indiańskie mają konstytucyjny status języków narodowych, ponadto istnieją liczne ich dialekty. Metysi, potomkowie hiszpańskich kolonizatorów i Indian, stanowią 60% ludności, potomkowie Hiszpanów i innych przybyszów z Europy 10%, reszta to Indianie różnych kultur. Do Metysów zalicza się również rasy mieszane – są to potomkowie sprowadzonych do Meksyku czarnych niewolników, którzy łączyli się z ludnością indiańską, metyską i białą. Spośród Indian najliczniejsi są Nahuas (Aztekowie) mówiący językiem náhuatl (w stanach Puebla, San Luis Potosí, Hidalgo, Guerrero), Otomí (stan Meksyk), Majowie (głównie półwysep Jukatan), Zapotekowie i Mixtekowie (stany Oaxaca, Puebla, Guerrero), Huástekowie (San Luis Potosí), Totonakowie (stan Veracruz), Tzotzilowie (Chiapas) Huicholowie (stan Jalisco). Wszystkie te narody przed wiekami tworzyły odmienne wspaniałe kultury. Dominującą religią jest katolicyzm (90%), pozostała część ludności należy do Kościołów protestanckich (5%) i innych wyznań chrześcijańskich (5%). Katolicyzm, głównie wśród ludności indiańskiej, pozostaje w ścisłym związku z reliktami prastarych wierzeń, co jest szczególnie widoczne podczas obchodów świąt ku czci świętych patronów, którym wciąż towarzyszą dawni bogowie.

Kiedy jechać?

Zwiedzanie cały rok; w miesiącach zimowych bywa chłodno, nocą czasami temperatura obniża się do 0°C.

Potrawy, smakołyki, napoje

chicharrón (smażone skórki wieprzowe), sopa de tres quesos (zupa z trzech serów), chilaquiles con pollo y crema (smażone paski tortilli ugotowane z kurczakiem w zielonym lub czerwonym sosie i podane z kwaśną śmietaną), tacos al pastor (tacos z cienkimi plasterkami wieprzowiny, serwowane z ananasem i cebulą), chamorro pibil (wieprzowina ugotowana w sosie mole), costillitas en chile (żeberka wieprzowe w sosie chile), panuchos (ciasto z nadzieniem z czarnej fasoli i kurczakiem lub indykiem, sałatą cebulą i sosem chile); torta ahogada (kanapka z wieprzowiną w sosie pomidorowym), huitlacoche (grzyb rosnący na kukurydzy), chiles en nogada (nadziewana papryka chile w białym sosie z orzecha włoskiego), sopa tarasca (zupa z fasolą); charamusca (słodycze z masła, cukru i kokosów, twarde, ciągnące się jak toffi – w Guanajuato w kształcie mumii); lody w Dolores Hidalgo (o smaku sosów, mięs, serów, krewetek, tequili); jericalla (deser zakonnic z Guadalajary; na bazie jaj, wanilii, cynamonu, cukru), ates (deser z owoców); paloma (koktajl z tequili, soku z limonki i z grejpfruta).

Wyjątkowe zakupy

Mercado Hidalgo w San Luís Potosí; Mercado de Artesanías (Targ Rzemiosł Artystycznych) w San Miguel de Allende; Mercado Hidalgo w Guanajuato; sklep Ojo de Venado (Oko Jelenia) przy kopalni La Valenciana na obrzeżach Guanajuato; Mercado Libertad, sklepy i place targowe w dzielnicach Tlaquepaque i Tonalá w Guadalajarze.

SREBRNE MIASTA

W 1548 r. do konkwistadora Juana de Tolosa, przebywającego z wojskiem w regionie północnego łańcucha Sierra Madre, ziemi Zacateków i trzech innych ludów, której nigdy nie włączyli do swojego imperium wojowniczy Aztekowie, podeszła grupka Indian. Historia nie zanotowała ich imion, wiadomo natomiast, że w 1585 r. założone przez Tolosę miasto (w tym samym 1546 roku) o nazwie Minas („kopalnie”) de los Zacatecas otrzymało od hiszpańskiego króla Filipa II (w jego królestwie „słońce nigdy nie zachodziło”) zaszczytny tytuł Muy Noble y Leal (Bardzo Szlachetne i Lojalne), a to dlatego, że zapełniło mu przeważnie pusty (wojny kosztują) królewski skarbiec. Trochę się zżymał ów Tolosa (ożeniony z córką zdobywcy Meksyku, Hernána Cortesa i Indianki nazwiskiem... Moctezuma, jako że była córką pokonanego przez Cortésa władcy Azteków), że grudka, którą mu pokazali Indianie, nie świeci na żółto, ale ostatecznie dał się poprowadzić na wysokie skaliste wzgórze, Cerro de la Bufa, skąd pochodziła. Sierra Matka okazała się bogata w srebro i wkrótce powstały wspaniałe kolonialne miasta: Dolores Hidalgo, San Luis de Potosí, San Miguel de Allende, Querétaro, Guanajuato i Guadalajara. Autochtoni bronili swego terytorium, urządzali zasadzki na srebrnych szlakach, zostali jednak pokonani i zapędzeni do kopalń. Rosły fortuny kreolskich „srebrnych baronów”, prosperowało wicekrólestwo Nowa Hiszpania, a że kolonia nie chciała już dzielić się bogactwem z chciwą hiszpańską Koroną, kreolscy patrioci zawiązali sprzysiężenie w Querétaro. W srebrnym mieście Dolores (zwanym teraz Dolores Hidalgo) na progu kościoła w dniu 16 września 1810 r. mnich Miguel Hidalgo wydał historyczny okrzyk: Viva México! Viva Virgen de Guadalupe! Mueran los Gachupines! – Niech żyje Meksyk! Niech żyje Najświętsza Panienka z Guadalupe! Śmierć Hiszpanom! (w oryginale nazwa obelżywa). Srebrne miasta przeszły do historii jako Kolebka Niepodległości (uzyskanej w 1821 r., po licznych walkach z królewskimi wojskami). W okresie rewolucji meksykańskiej (1911–1914), skierowanej najpierw przeciwko dyktaturze prezydenta Porfiria Díaza (1876–1911, tzw. okres porfiriatu), potem Victoriana Huerty zdobył w 1914 r. Cerro de la Bufa opiewany w corridos (piosenki o meksykańskich bohaterach różnych rewolucji) słynny wódz i awanturnik Pancho Villa. Okres rewolucji meksykańskiej i późniejsze lata walk o władzę przedstawiła Elena Poniatowska (meksykańska pisarka z rodu Poniatowskich) w powieści Do sępów pójdę.

Zacatecas

Na tak ważne w historii wzgórze La Bufa turyści wjeżdżają kolejką linową. Museo de Toma de Zacatecas (Muzeum Wzięcia Zacatecas) dokumentuje przebieg bitwy, obok stoi kaplica z cudownym obrazem NMP, patronki górników, dalej widać wielkie pomniki konne bohaterów rewolucji. Najstarsza kopalnia El Edén znajduje się głęboko w La Bufa, turyści zwiedzają tunele, z widocznymi żyłami srebra, odbywają przejażdżkę kopalnianą kolejką, a wieczorem bawią się w podziemnej dyskotece La Mina Eden Club. Przy głównym placu Zacatecas, Plaza de Armas, stoi ogromna katedra z najwspanialszymi w Meksyku ogromnymi kamiennymi posągami na obu fasadach. Tradycja rzeźbienia w kamieniu przetrwała – na targach i w warsztatach można kupić kamienne figurki miejscowych artystów. Wyposażenie wnętrza katedry zniszczono – wyrywając kamienie szlachetne i srebrne i złote elementy – podczas wojen antyklerykalnych w XIX w. Wtedy w kościele i klasztorze Augustianów, San Agustín, zwycięzcy urządzili burdel i kasyno (obecnie przestrzeń wystawiennicza).
Kolonialne rezydencje wyróżniają się bogactwem kamieniarki, np. XVIII-wieczny pałac gubernatora i Palacio de Mala Noche (Pałac Złej Nocy), obecnie budynki rządowe. Pewien Bask wykupił w kraju zacatekańskie kopalnie srebra. Gdy przybył na miejsce i okazało się, że już są wyeksploatowane, przeżył bardzo „złą noc”. Miał jednak szczęście – znalazł inne cenne złoża i nową kopalnię, a potem pałac zbudowany z zysków, jakie przynosiła, nazwał Mala Noche.

San Luís Potosí

„Vale un Potosí!” (To jest warte Potosí!), powiadają Latynoamerykanie, gdy oceniają coś niezmiernie drogiego. A drogie – najdroższe dla hiszpańskiej Korony – było boliwijskie srebrne miasto Potosí. Tak też panoszący się w Meksyku „Gachupines”, zazdroszczący bogactw Hiszpanom z Boliwii, nazwali nowe kopalniane miasto (zał. 1592 r.) – San Luís Potosí – w nadziei, że prześcigną boliwijskiego rywala. Przy Plaza de Armas, z romantycznymi kafejkami, wznosi się pyszna barokowa katedra z marmurowymi posągami apostołów w fasadzie. Wiele wydarzyło się w XVIII-wiecznym Palacio de Gobierno (Pałac Rządowy). W 1863 r. schronił się w nim słynny prezydent Benito Juárez, z pochodzenia Indianin z Oaxaki, gdy interwencyjne wojska francuskie zajęły kraj. W armii było wtedy ok. 2000 tys. Polaków, część z nich po bitwie pod Pueblą w 1862 r. przeszła na stronę Juáreza. Prezydent ponownie odwiedził pałac w 1867 r., tym razem, żeby ogłosić wyrok śmierci na cesarza Maksymiliana (brata austriackiego cesarza Franciszka Józefa I), dla którego europejskie potęgi utworzyły meksykańskie cesarstwo. Także w wojsku cesarza byli Polacy (głównie z Galicji). W pałacu rozpoczęła się rewolucja meksykańska, gdy dyktator Porfirio Díaz uwięził w 1910 r. kandydata na prezydenta, Franciska Madero.
XVII-wieczny kościół San Francisco zbudowano z czerwonego kamienia, wnętrze zdobią kamienne figury barwy różowej. W dawnym klasztorze Franciszkanów urządzono Museo Potosino (sztuka prekolumbijska, rękodzielnictwo Huasteków), w którym jest kaplica poświęcona kultowi Matki Boskiej Aranzazú (w j. baskijskim „pośród cierni Ty”, tak bowiem nazwał pewien Bask znalezioną „pośród cierni” figurę Matki Boskiej). Kościół przy Plaza del Carmen, w stylu hiszpańskiego churrigueresco z elementami meksykańskiego baroku, to najpiękniejsza budowla w San Luís Potosí. Rzeźbiona główna fasada, z kolorowymi figurami wykonanymi przez indiańskich artystów, powtarza retabulum głównego ołtarza w świątyni.

Dolores Hidalgo

Wiadomo, Kolebka Meksykańskiej Niepodległości, gdyż to stąd – po słynnym okrzyku Miguela Hidalgo Muerte a los Gachupines! – Kreole (urodzeni w kolonii potomkowie Hiszpanów) i Metysi wyruszyli do San Miguel de Allende, Guanajuato i San Luís Potosí przepędzać owych Gachupines z ich bogatych hacjend. Przy katedrze w stylu baroku meksykańskiego stoi na wysokiej kolumnie posąg bohatera ze sztandarem NMP z Guadalupe, wziętym z sanktuarium w Atotonilco koło San Miguel de Allende.
Ale czy Meksyk byłby „tym Meksykiem”, gdyby nie urodził się tutaj José Alfredo Jiménez? Spoczywa w grobowcu ozdobionym pomnikiem w kształcie olbrzymiego sombrera i pasiastego sarape (prostokątne ponczo), wykonanym z barwnych ceramicznych płytek (talavera). José Alfredo skomponował ponad 300 piosenek (ok. 250 nagranych, najsłynniejsze: Ella, El jinete, El rey), które śpiewali najsłynniejsi wykonawcy (Jorge Negrete, Pedro Infante, Miguel Aceves Mejía, Javier Solís, Chavela Vargas, Lola Beltrán) i wciąż śpiewają zespoły mariachi. W 2011 r. piosenki, sposób śpiewania i ubiory mariachi uznano za ważny element tożsamości i ciągłości kultury narodowej i wpisano na Listę Arcydzieł Niematerialnego Dziedzictwa Ludzkości UNESCO.

San Miguel de Allende

Rynek, zwany Jardín (Ogród), otaczają arkady mieszczące galerie sztuki (są także przy brukowanych uliczkach w kolonialnych domach), kawiarnie, restauracje, bary, sklepy pamiątkarskie. Usiąść w kafejce pod fikusem (w gęstwinie fruwają zielone kolibry), zamówić gęstą czekoladę, wlepić wzrok w neogotycką fantazję Zeferina Gutiérreza i już tu zostać. Nigdy nie widział Zeferino gotyckiej katedry... tę górującą nad miastem ogromną różowawą wieżę, z gąszczem wieżyczek, iglic i ostrych łuków, cierpliwie rysował patykiem na piasku, przypatrując się widokówkom katedry w niemieckiej Kolonii i katedrom z innych europejskich miast. Wiele ich nie miał – był rok 1880, gdy arcybiskup zlecił mu przebudowanie zniszczonego barokowego kościółka. Wierni czczą XVI-wieczną figurę zwaną Cristo de la Conquista (Chrystus Konkwisty), wykonaną z masy kukurydzianej i bulw orchidei przez indiańskiego artystę z Pátzcuaro.
Na początku marca na placu przed kościołem tańczą w swych najlepszych strojach przedstawiciele różnych grup etniczych, przybywający z sąsiednich prowincji. Tańczą od 1575 r. Miasto i sanktuarium w Atotonilco znajdują się na liście UNESCO.

Querétaro

Na Cerro de las Campanas (Wzgórze Dzwonów) stoi kaplica Maksymiliana, wykonana na zlecenie cesarza Austrii Franciszka Józefa I (architekci: F. Kraska i S. Jimeno), ogromny posąg prezydenta republikanina Benito Juáreza oraz budynek z interaktywnym Museo de la Magia del Pasado (Muzeum Magia Przeszłości). Wśród zbiorów muzeum są mundury różnych formacji armii Juáreza, meksykańskie i austriackie mundury wojska Maksymiliana (wśród nich także mundury polskich ułanów), broń rozmaita używana w latach 1862–1867, szpada, którą wzięty do niewoli cesarz wręczył generałowi M. Escopedo i krzyże z trzech zbiorowych mogił, w których pochowano ciała jeńców (żołnierzy Maksymiliana), rozstrzelanych natychmiast po wzięciu Quéretaro.
Gdy prezydent Juárez, pomimo interwencji rządów różnych krajów i ówczesnych autorytetów (m.in. G. Garibaldiego), utrzymał w mocy wyrok śmierci na Maksymiliana, część cesarskiego wojska (meksykańscy konserwatyści i żołnierze z krajów podporządkowanych Austro-Węgrom oraz z Francji i Belgii) weszła do strategicznie usytuowanego Querétaro. Obronę kluczowej twierdzy – warownego klasztoru Santa Cruz – generał konserwatysta T. Mejía powierzył niesławnej pamięci pułkownikowi Miguelowi Lópezowi, którego podkomendnym i przyjacielem był podpułkownik Antoni Jabłoński. López, doradca i zaufany człowiek Maksymiliana – otrzymał nawet od niego medal za zasługi – przygotowywał plan ucieczki cesarza, gdy Qerétaro obległo 25-tysięczne wojsko generała Escopeda. W armii Escopeda znajdował się utworzony przez Jana Sobieskiego (w dokumentach John Sobieski) oddział Polaków, weteranów wojny secesyjnej w Stanach Zjednoczonych (1861–1865). López, w zamian za gratyfikacje, wszedł w układy z Escopedem. W decydującym momencie oblężenia miasta Jabłoński odwołał straże z twierdzy Santa Cruz i żołnierze Escopeda wdarli się do miasta.
Na dowódcę plutonu egzekucyjnego Escopedo wyznaczył Johna Sobieskiego... John uniósł szablę, żołnierze wystrzelili, cesarz padł, wciąż jednak żył, John odwrócił go, wskazał ostrzem szabli serce i kazał żołnierzowi strzelić. López nie otrzymał spodziewanej nagrody – jako zdrajca był pogardzany przez obydwie strony, i meksykańskich konserwatystów w służbie cesarza, i republikanów Juáreza. Za zdrajcę uważano także Jabłońskiego, a John Sobieski próbował w swych pamiętnikach oszukać historię, twierdząc, że podczas egzekucji znajdował się za murami miasta...
W klasztorze Santa Cruz można zobaczyć, jak sprowadzano wodę za pomocą 74-łukowego akweduktu (z 1736 r.), będącego obecnie symbolem miasta. Museo de Arte (w dawnym klasztorze Augustianów) prezentuje m.in. kolekcje sztuki kolonialnej i malarstwo meksykańskie i europejskie od XVI do XX w. W każdym kościele są wspaniałe rzeźbione retablos (nastawy ołtarzowe)

Guanajuato

Najpiękniejsze w Meksyku i najbogatsze spośród srebrnych miast (niegdyś 40% światowego wydobycia ), Guanajuato (na liście UNESCO), rozkwitło dzięki licznym kopalniom (wciąż są czynne) srebra, złota i innych minerałów, z których najzasobniejsza jest „La Valenciana”. Zbiór minerałów z całego świata i tych występujących tylko stanie Guanajuato można zobaczyć w uniwersyteckim Museo de Mineralogía. Ruch kołowy skierowano do tuneli pod miastem, bardzo wąskie brukowane uliczki biegną w górę i w dół po stromych zboczach wąwozu, wiele z nich kończy się kamiennymi schodkami. W legendarnym Callejón del Beso (Zaułek Pocałunku) gromadzą się turyści i zakochane pary. Tutaj ostatni raz Luis, stojąc na balkonie, pocałował Carmen, stojącą na drugim balkonie po przeciwnej stronie ulicy, a chwilę potem trzymał w dłoniach jej martwą rękę... Ojciec Carmen, zakradłszy się z jej alkowy na balkon, zadał córce śmiertelny cios, gdyż nie chciał za zięcia zwykłego górnika. Callejón del Beso jest najwęższą uliczką w Guanajuato – ma dokładnie 68 cm szerokości. Właściciele domów udostępniają słynne balkony zakochanym parom, które całując się nad głowami tłumów, składają sobie miłosne przysięgi.
Najbardziej atrakcyjne „eksponaty” w Museo de las Momias (Muzeum Mumii), np. najmniejsze dziecko świata, kobietę w ciąży, mumie o szczególnie ekspresyjnych twarzach (ból, strach, śmiech) wypożyczają muzea amerykańskie i europejskie. Właściwości gleby, w której ciała samoistnie się mumifikują (proces trwa ok. 6 lat), a ubiory konserwują, poznano w 1865 r. podczas opróżniania najstarszych grobów i tych, których rodziny nie opłacały miejsc na cmentarzu. Zmumifikowane ciała składano w zaimprowizowanym magazynie, a ponieważ budziły ciekawość przybyszów, urządzono słynne teraz na całym świecie muzeum.
Koniecznie trzeba spróbować słodyczy z Guanajuato, szczególnie charamusca (z karmelu i mączki kokosowej, o konsystencji toffi, zob. wyżej Potrawy, smakołyki), jednak wtedy nie zaleca się odwiedzania Muzeum Mumii.
Przy obrzeżonym drzewami wawrzynowymi placu Jardín de la Unión (Ogród Unii), z ogromnym klasycystycznym Teatrem Juáreza i fin-de-siècle’owymi latarniami, skupiają się kawiarnie i restauracje, są też ławki dla odpoczynku, szczególnie użyteczne, gdy studenci dają przedstawienia (entremeses). Dały one impuls Międzynarodowemu Festiwalowi Cervantesa (pierwszy 1972 r.), który odbywa się przez dwa tygodnie od połowy października. Turyści fotografują się przed imponującymi pomnikami Sancha Pansy i Don Kichota. Miłośnicy Diega Rivery mogą podziwiać obrazy w jego domu rodzinnym (pejzaże meksykańskie z kaktusami i Indianami, szkice do murali, akt Fridy Kahló).

GUADALAJARA

Centrum historyczne Guadalajary (na liście UNESCO), obejmujące cztery ogromne place otaczające eklektyczną katedrę z dwiema wieżami, oraz nowoczesną półkilometrowej długości Plaza Tapatía turyści zwiedzają specjalnym autobusem lub w dorożce. Do skarbów katedry należy obraz hiszpańskiego malarza B. Estebana Murillo, twórcy ikonograficznego typu barokowej Madonny o pięknej dziewczęcej twarzy. Ściany barokowo-klasycystycznego Palacio de Gobierno (Pałac Rządowy), z dużym arkadowym dziedzińcem wewnętrznym, pokrywają murale (lata 30. XX w.) José C. Orozco ze scenami historycznymi i bohaterami okresu walk o niepodległość Meksyku, min. Hidalgo podpisujący dekret o zniesieniu niewolnictwa i satyryczny Karnawał ideologii. Inne murale wykonał Orozco w ogromnym klasycystycznym budynku dawnego sierocińca, ufundowanego przez biskupa Cabañas. Znany z licznych reprodukcji Hombre del Fuego (Ognisty człowiek), mural we wnętrzu kopuły, symbolizuje przejście z świata wojen i okrucieństw do odrodzonego świata miłości i sprawiedliwości społecznej. Ten główny fresk otaczają malowidła przedstawiające dzieje Meksyku od okrutnej konkwisty Hernána Cortésa do nie mniej okrutnych wojen domowych w XX w.
Murale La gente y sus falsos líderes (Lud i jego fałszywi przywódcy) i El hombre creador y rebelde (Człowiek twórca i buntownik) znajduje się w sali wykładowej Uniwersytetu Guadalajary. Przy 500-metrowej długości Plaza Tapatía sąsiadują z sobą pomnik herbu miasta, założonego na początku XVI w. (dwa dumne lwy opierają się łapami o pień dębu, co przypomina niedźwiedzia wspinającego na drzewo poziomkowe w herbie Madrytu) i współczesna fontanna z 25-metrową alegoryczną rzeźbą Quetzalcóatla – Upierzony Wąż pełznie z ziemi ku niebu, by zaświecić słońce, które da ludziom nowe światło. Otaczające boga cztery grupy rzeźb wyobrażają nieba czterech stron świata.
Tapatíos to nazwa mieszkańców Guadalajary, których inni Meksykanie kojarzą z kulturą charros (bogaci kowboje, właściciele hacjend), a reszta świata z muzyką mariachi i piosenkami rancheras. W czasach kolonialnych na placach Guadalajary odbywały się targi – Indianie z okolic sprzedawali swoje towary i kupowali, te potrzebne. Płacili ziarnami kakao – podstawową „monetą” był tapatiotl (w j. náhuatl – „warte trzy”), czyli trzy ziarna kakao schowane w woreczku. (A cenne było kakao i smaczne – kolonialne damy nie mogły się obejść bez tego napoju, piły nawet podczas mszy w kościele.)
Przy Plaza Tapatía i na głównym placu w malowniczej dzielnicy Tlaquepaque grają i śpiewają zespoły mariachi (także w restauracjach). Zaskoczeni polscy turyści znajdą w tych melodiach akcenty słowiańskie, polskie i czeskie, także austriackie. No cóż, wojsko Maksymiliana odeszło, muzyka pozostała. We wrześniu przez cały miesiąc trwa festiwal Encuentro Internacional del Mariachi (Międzynarodowe Spotkanie Mariachi). Podczas Fiestas de Oktubre (Święta Październikowe) odbywają się targi sztuki, pokazy tańców regionalnych i główna atrakcja: charreadas (meksykańskie rodeo). Charros – w charakterystycznych bogato ozdobnych ubiorach i kapeluszach – dają pokazy zręczności. Można ich zobaczyć również w każdą niedzielę na arenie zwanej Lienzo Charro de Jalisco.
Z Guadalajary wyruszają wycieczki do miasta o wymownej nazwie Tequila oraz turystyczny pociąg Tequila-Express do hacjendy Herradura w miejscowości Amatitán. W programie zwiedzanie gorzelni, występy mariachi, popisy charros, degustacja trunku.

Aguascalientes

W mieście „gorących źródeł”, z ładnym rynkiem i zabudową w stylu kolonialnym, odbywa się doroczna Feria de San Marcos (Jarmark św. Marka; 22 dni; od 25 IV, dnia patrona miasta, św. Marka). Jest to największy (ponad milion gości) i najstarszy (nieprzerwanie od 1828 r.) jarmark w Meksyku. Wystawom (zapraszane są też inne kraje) towarzyszą rozmaite imprezy (przedstawienia teatralne, festiwal filmowy, wybór miss piękności, corridy, walki kogutów, rodea i in.).

Dramat kolonii polskiej w Santa Rosa

Staraniem generała Sikorskiego, który odwiedził Meksyk w grudniu 1942 r. i rozmawiał z prezydentem Manuelem Ávilą Camachem, Polacy otrzymali hacjendę w Santa Rosa koło miasta León w stanie Guanajuato. Transport i opiekę zorganizował generał. Życzliwy rząd meksykański nagłośnił tę sprawę, tak że Meksykanie witali Polaków orkiestrą na dworcach. Robotnicy nawet strajk przerwali, by umożliwić przybyszom przejazd do miejsca przeznaczenia. W lipcu 1943 r. powstała kolonia polska. Liczyła prawie półtora tysiąca osób: 217 mężczyzn i 547 kobiet; 253 chłopców i 423 dziewczynki, a wśród nich 265 sierot. Przebudowano stary młyn, w którym urządzono szkołę; powstała również kaplica, biblioteka, szpital, ambulatorium i gabinet dentystyczny. Rząd meksykański stale podkreślał, iż gotów jest udzielić pomocy mieszkańcom kolonii. Prasa meksykańska donosiła o pracowitości Polaków i ich osiągnięciach, ubolewając, że koloniści izolują się od społeczeństwa meksykańskiego. Faktycznie, hacjenda została otoczona drutem kolczastym – wchodzono tam i wychodzono za specjalnymi przepustkami, przy bramie zawsze stali strażnicy. W 1945 r. ludzie, zmuszeni okolicznościami, opuszczali kolonię Santa Rosa. Obóz ostatecznie zlikwidowano 31 grudnia 1946 r. Takie było zarządzenie ambasady polskiej w Meksyku. Ci, którzy zdecydowaliby się na pozostanie w obozie, mieli być usunięci siłą. Skąd druty kolczaste? Dlaczego z takim pośpiechem likwidowano obóz? Dlaczego w ogóle zlikwidowano polską kolonię w Santa Rosa? I pytanie najważniejsze: Kim byli ci uchodźcy? Jeszcze 40 lat po tych wydarzeniach próżno by szukać w wydanych w Polsce reportażach czy opracowaniach dokładnych informacji o grupie Polaków, którzy pojawili się w Meksyku podczas wojny. Nazywano ich enigmatycznie emigrantami, a już zupełnie wyjątkowo „uchodźcami wojennymi z Indii i Iranu” (M. Paradowska, Polacy w Meksyku i Ameryce Środkowej, wyd. 1985 r.). Dopiero w opublikowanej w 1986 r. Historii Meksyku Tadeusza Łepkowskiego czytamy: „Meksyk przyjął i dał schronienie prawie 1,5 tys. polskich uchodźców przybyłych z ZSRR”. Kolonia polska w Meksyku od początku była solą w oku komunistycznych władz Polski, które konsekwentnie prowadziły politykę dezinformacji i zaszczuwania. Twierdzono, że generał Sikorski wymógł na rządzie meksykańskim umowę zakazującą kolonistom podejmowania pracy i zamieszkiwania poza obozem. Kierującym kolonią zarzucano wychowywanie dzieci i młodzieży w duchu skrajnego nacjonalizmu. Izolowanie mieszkańców kolonii miało pomóc w utrzymaniu polskości i zachowaniu polskich tradycji, gdyż tacy ludzie byli potrzebni przyszłej wyzwolonej Polsce! Uchodźcy faktycznie oczekiwali na koniec wojny i powrót do kraju, jednak z czasem dowiedzieli się, co czeka ich po przyjeździe. Obozem zawładnęli agenci NKWD. Stąd te druty kolczaste i przepustki! Zupełnie jawnie działała polska milicja. Kontrolowano listy wysyłane i otrzymywane, a przede wszystkim utrudniano kontakt z chętną do współpracy Polonią amerykańską. Kiedy wojna się skończyła, władze polskie zmuszały uchodźców z ziem polskich zagarniętych przez Związek Radziecki do powrotu do Polski. Nastąpiła likwidacja obozu. „Zarządzenie ambasady opiewało, że jeśli uchodźcy nie opuszczą obozu do dnia 31 grudnia 1946 roku, zostaną z niego siłą usunięci. Pod koniec grudnia zaczął się chaotyczny wyjazd, najczęściej nieprzemyślany. Specjalni urzędnicy z ramienia rządu amerykańskiego wydawali pośpiesznie uchodźcom paszporty emigracyjne, dające im prawo do pracy oraz zamieszkania w każdej części Meksyku. W ciągu ostatnich dziesięciu dni grudnia musiało opuścić obóz 730 osób, przeważnie kobiet z dziećmi” (ze sprawozdania członka Rady Polonii Amerykańskiej, Longina Chrzanowskiego). Kiedy polskie władze likwidowały kolonię, Meksyk znów ofiarowywał Polakom pomoc. M. Paradowska w książce Polacy w Meksyku i Ameryce Środkowej pisze: „Prezydent Camacho w imieniu narodu meksykańskiego ofiarował pomoc zarówno tym, którzy chcieliby wrócić do kraju, jak i tym, którzy zamierzaliby zostać w Meksyku. Polacy nie umieli tej decyzji podjąć”. Polacy nie mogli tej decyzji podjąć. Nie mogli kontaktować się z żadną instytucją władz meksykańskich. Skutecznie uniemożliwiała to polska milicja. Ambasada polska ze swej strony dała do zrozumienia rządowi meksykańskiemu, iż nie życzy sobie wtrącania się Meksyku w wewnętrzne sprawy Polski. Stosunki pomiędzy obydwoma krajami były mocno napięte. W powojennej rzeczywistości politycznej nie była to sytuacja pożądana. Oficjalnie rząd meksykański nie zajmował się byłymi mieszkańcami Santa Rosa. Pomagali im Meksykanie, zatrudniając, początkowo nielegalnie, w różnych fabrykach. Ówczesnym władzom polskim udało się rozbić świetnie zorganizowaną kolonię. Ludzie uciekali w większych i mniejszych grupach lub pojedynczo. Jedna z grup, kierowana przez księdza Józefa Jarzębowskiego, uciekła aż na Jukatan. Właśnie tym ludziom najbardziej współczuli różni reporterzy piszący o Polakach w Meksyku, obwiniając księdza o to, że skazał grupę na choroby i nędzne bytowanie w tropikalnej puszczy. Ale właśnie tylko tam mogli się schronić ci, którzy nie mieli paszportów. Inni koloniści wyjechali do Stanów Zjednoczonych i Kanady. Część Polaków wróciła do Polski. Jedni wierzyli w Polskę Ludową, inni wracali pod przymusem, lękając się o swoje rodziny w kraju. Dawni koloniści z Santa Rosa zaznaczyli swoją obecność w kulturze i przemyśle Meksyku. Przybywali też nowi emigranci, zazwyczaj oficerowie walczący w wojskach alianckich. Meksyk zawsze chętnie dawał im schronienie.

Zofia Siewak-Sojka