Jadę do Wenezueli!

Bezludne wyspy archipelagu Los Roques na Morzu Karaibskim, najwyższy wodospad świata Salto Ángel, białe plaże Wyspy Pereł, zadziwiające dzieje stolicy...

WENEZUELA

(pow. 916445 km², dł. wybrzeża 2800 km, najwyższy szczyt Bolívar 5007 m n.p.m., najdłuższa rzeka Orinoco; ludność ponad 30 mln), państwo w Ameryce Południowej, nad Morzem Karaibskim, graniczy z Kolumbią, Brazylią i Gujaną. Stolicą jest Caracas, językiem hiszpański. 67% mieszkańców Wenezueli to Metysi, Mulaci i Zambos (potomkowie Murzynów i Indian), 21% ludność biała pochodzenia europejskiego, 10% Murzyni, 2% Indianie.

Kiedy jechać?

Cały rok ciepło, tylko w wysokich górach temperatura jest niższa, pora deszczowa trwa od maja do października.

Potrawy, napoje:

arepa (pieczony lub smażony placek kukurydziany z nadzieniem mięsnym, rybnym, warzywnym, z avocado i in.), hallacas (placki kukurydziane z mięsnym nadzieniem, gotowane w liściach bananowych), capacha (placek kukurydziany z szynką i serem), sancocho (gulasz warzywny z rybą lub mięsem), mondongo (flaczki w ostrym sosie), cachito (podawany na gorąco rogalik z mięsnym nadzieniem), pabellón (potrawa z siekanej wołowiny, fasoli, ryżu i smażonych bananów), muchacho (pieczona polędwica wołowa); batitos (różne soki owocowe), merengadas (koktajle mleczne), chicha criolla (koktajl z ryżu, kondensowanego mleka, z cynamonem), ponche crema(napój alkoholowy: spirytus, cukier, żółtka i mleko), rumy Santa Teresa, Cacique, Pampero.

Wyjątkowe zakupy:

Centro Sambi (Avenida Libertador) i Boulevard de Sabana Grande w Caracas; Malecón w Puerto Cabello; Mercado Indígena w Puerto Ayacucho; przydrożne kramy na wyspie Margarita, targowisko El Mercado de los Conejeros w mieście Porlamar na wyspie Margarita.

Część Wenezueli odkrył Krzysztof Kolumb podczas swej trzeciej wyprawy do Nowego Świata w 1495 r.,  w 1499 r. przybył Amerigo Vespucci, a w 1500 r. rozpoczęła się kolonizacja ogromnego kraju. Władzę w kolonii sprawowali konkwistadorzy, potem ich potomkowie –  bogaci właściciele hacjend – zależni od wysłanników króla i przez nich mianowani na najwyższe urzędy. Na przełomie XVIII i XIX w. pod wpływem rewolucji francuskiej i wojny o niepodległość w koloniach Ameryki Północnej, a szczególnie z powodu zależności handlu od Korony hiszpańskiej, zaczęto przemyśliwać o utworzeniu niezależnej republiki. Nie wzięto w tym pod uwagę zniewolonych Murzynów i Indian ani wykorzystywanej wolnej ludności, w większości mieszańców (Mulatów, Metysów i Zambos), jak również pogardzanych nowych osadników z Wysp Kanaryjskich i z Hiszpanii.

Niedzielne msze w Katedrze o godzinie dziesiątej rano należały do bardzo ważnych rytuałów w życiu kreolskich mantuanos. Mężczyźni zwykle kłębili się w przedsionku, natomiast kobiety w otoczeniu niewolnic sunęły do nawy, zatrzymując się dopiero na rozłożonych dywanach. Nie bez znaczenia była liczba niewolnic towarzyszących napuszonym miejscowym damom. Żadna szanująca się mantuana nie odważyłaby się przyjść bez dwu przynajmniej Murzynek. (...) Katedra to także sanktuarium karakeńskiej oligarchii. Wyspiarze (osadnicy z Wysp Kanaryjskich) musieli modlić się w Candelarii, mieszańcy w Altagracii, a Murzyni w kościele pod wezwaniem świętego Maurycego. Tylko biali mieli prawo uczęszczać do głównego kościoła. Ale wiele było rodzajów białych, na przykład półwyspiarze (Hiszpanie), hołota, wobec której nawet pośledniejsi Kreole pozwalali sobie na pogardliwe manifestacje, oraz Baskowie przybyli z Guipuzcoaną (z przywileju władz królewskich w Hiszpanii prowadzona przez Basków kompania handlowa kontrolująca handel kolonii z królestwem; koloniom nie wolno było samodzielnie importować ani eksportować towarów) – śmiertelni wrogowie kreolskiej arystokracji. Natomiast wszystkimi bez reszty gardzili mantuanos, czyli potomkowie konkwistadorów. Owa wyniosła kasta jeszcze bardziej pogłębiała różnice społeczne przez wywalczenie przywileju noszenia mantyl wyłącznie przez ich kobiety. Dlatego właśnie nazywali się mantuanos.

– Wielka jest próżność tych rodów – mówił prowincjałowi dominikanów proboszcz Katedry – ludzie powiadają, że niektóre matrony, modląc się do Najświętszej Panienki »Święta Mario, Matko Boża«, nie omieszkują dodawać »i kuzynko nasza«”.

Majordom nienawidził w równym stopniu mantuanos, jak i swoich pobratymców. Tych pierwszych uważał za głupców i pyszałków, mieszańców zaś za tępaków, lizusów i szczwane lisy; ludzi o duszy podwójnej, a nawet potrójnej, bo pochodząc z wszystkich trzech ras, nie należeli właściwie do żadnej. Nie wiedzieli, kim byli naprawdę, i miotali się w bolesnym poszukiwaniu jakiejś racji istnienia. (...) Gdyby ci na górze wiedzieli, jak bardzo są znienawidzeni przez jego rasę, struchleliby na pewno, ale też gdyby zdawali sobie sprawę, jak bardzo ci z dołu są słabi, jak bardzo dzielą ich własną próżność i głupotę, walcząc między sobą o rzucone przez nich resztki, jeszcze bardziej docisnęliby okowy ich kajdan (...). I nagle przyszło mu do głowy, że jego matka była zbyt piękna, żeby ten stary rozpustnik dał jej spokój, i ogarnęła go trwoga – Czyżbym był synem hrabiego de la Granja? Ale taki to los Mulata, nigdy nie będzie wiedział, czy pan, któremu służy, jest jego ojcem, czy bratem.”

Góra El Águila pyszniła się w blaskach słońca i cieniach chmur. Don Fernando Ascanio, hrabia de la Granja, jechał truchtem drogą wiodącą od pałacyku – po obu jej stronach zieleniła się trzcina cukrowa. (...) Don Fernando to prawdziwy patriarcha, główny filar umacniający zdobycze Konkwisty. W ostatnich czterdziestu latach żadna Murzynka, a tym bardziej Mulatka, nie przemknęła niepostrzeżenie przez jego hacjendę »Las Mercedes«. Posiadał ponad trzydzieścioro dzieci – przynajmniej o tylu wiedział. Niekiedy łatwo je było odróżnić: grube rysy i ciemne ciała rozjaśniało piętno hańby: blond włosy, a niekiedy niebieskie oczy.”

W 1806 r. przybył do Wenezueli z ochotnikami zebranymi w Stanach Zjednoczonych i w Europie  generał Francisco de Miranda (m.in. uczestnik walk o niepodległość Stanów Zjednoczonych). Mimo obietnic, nikt ze stronnictwa republikanów na niego nie czekał, a nawet został wydany władzom hiszpańskim. Wreszcie na czele rewolucji stanął Simón Bolívar, zwany Wyzwolicielem Wenezueli, Ameryki, Ojcem Ojczyzny itp. Ponosił początkowo klęski, gdyż oprócz wojsk hiszpańskich miał do pokonania wroga wewnętrznego – owych Murzynów, Indian i mieszańców, którzy wystąpili przeciwko białym hacjenderom. Buntownikami dowodził José Tomás Boves, przybysz z Asturii. Początkowo chciał walczyć po stronie republikanów, ale został zlekceważony i po torturach skazany na śmierć. Uwolnił go hiszpański dowódca i Boves wyruszył z oddziałami niewolników i mieszańców przeciwko Kreolom.

Nadchodziły wieści coraz gorsze. Murzyni z Barlovento postępowali wciąż naprzód, niszcząc hacjendy i zabijając białych.
– W tym wszystkim maczają ręce ci szmaciarze, Hiszpanie.
– Bo kto widział, żeby Murzyn lub inny ciemnoskóry mógł sobie wybrać, czy stanąć po stronie Republiki czy Króla? Kolorowi są wrogami każdego białego, niezależnie od tego, czy jest on republikaninem, czy rojalistą.”
Trzeba stwierdzić, że Niepodległość ogłosiliśmy przedwcześnie – ciągnął swój wywód gubernator. – Nie wzięliśmy pod uwagę problemów rasowych ani faktu, że istniejący porządek zawdzięczano teokracji, jakże charakterystycznej dla monarchii hiszpańskiej, oraz jej siłom militarnym. W kraju oderwanym od imperium musi nastąpić przemieszanie kast, z jakich składa się naród. Niepokoje i zamieszki trwać będą, dopóki te kasty nie zostaną zrównane (...). Musi to być kraj mieszańców – Metysów i Mulatów.”
Bolívar po zwycięskim marszu przez miasteczka andyjskie wszedł 7 lipca do Caracas. Miesiąc wcześniej wydał w Trujillo odezwę zwaną »wojną na śmierć i życie«, w której zapowiedział, że będzie niszczył wszystkich Hiszpanów i Kanaryjczyków bez wyjątku – nawet sympatyków Republiki”.
Ów dzień 14 października (...) o wiele łaskawszy okazał się dla Simona Bolívara. Rada Miejska w Caracas (...) ogłosiła go Głównodowodzącym Wojsk Patriotycznych i uhonorowała tytułem Wyzwoliciela Wenezueli.”
Dnia 16 lipca o dziesiątej rano caudillo wkroczył do Caracas. W południowej części miasta, przy wąwozie Lazarinos, oczekiwał go Jego Eminencja Don Narciso Coll y Pratt wraz z całą Radą Miejską. Przerzedzeni mieszkańcy Caracas w liczbie ledwie dziesięciu tysięcy ludzi zbiegli się i ustawili wzdłuż traktu, jaki miał przebyć Zwycięzca w swoim triumfalnym pochodzie. Karakeńczycy wdziali najlepsze stroje i wiwatowali wesoło lub też udawali radość. Dzwony biły uroczyście. Głos armat, ochrypły i surowy, kłócił się z radosnym szumem wznoszących się ku niebu rac, które płoszyły gołębie fruwające ponad czerwonymi dachami domów. Powtarzało się dobrze znane widowisko. Ale tym razem bohater nie nazywał się Bolívar ani Monteverde. Nazywał się Boves.
W ciągu czterech lat, zawsze w miesiącu lipcu, Caracas cztery razy zmieniało pana. 5 lipca 1811 roku rozwiodło się z Hiszpanią; 29 lipca 1812, uczepiwszy się ramienia Monteverdego, znów zaręczyło z Koroną; 7 lipca 1813 pognębione, z radością otwarło ramiona Wyzwolicielowi, aby za rok w tym samym miejscu przytulić jego największego przeciwnika. (...) Pełne przepychu stroje radców miasta i notabli nadzwyczaj kontrastowały z pochodem dzikiego oberwanego wojska. Półnadzy Murzyni o okrutnych twarzach budzili grozę w mieszkankach Caracas, które wychylały się z okien, aby popatrzeć na żołnierzy. (...) Arcybiskup mruknął do siebie:
– Ten kraj, niezależnie, czy będzie nim rządził Boves, czy Bolívar, należy już do czarnuchów.”
Boves  „jest narzędziem w rękach Opatrzności, aby ład i sprawiedliwość zapanowały w tym kraju, ale jego przeznaczeniem jest zniknąć w chwili, kiedy zwycięży, inaczej musi zdradzić rebelię, której przewodzi. Bovesa-Wodza stworzyła uraza, bowiem wszystkimi jego działaniami kierowała nienawiść, którą odpowiadał na pogardę i afronty swoich rodaków. Jeśli zwycięży, oczywiście będzie akceptowany i wychwalany pod niebiosa przez tych, którzy niegdyś go odrzucili, a wówczas ulegnie nędznym ambicjom osobistym i wypaczy to, co z jego udziałem mogłoby się stać nowym etapem historii. (...) Czyż nie było tak we Francji z Orleańczykiem i Napoleonem? Czyż ten, który na początku głosił się rzecznikiem republiki, nie kazał się potem koronować?”.
(A gdybym został królem?, Francisco Herrera Luque)

W 1819 r. Simón Bolívar wyzwolił Kolumbię, w 1821 r. odniósł zwycięstwo nad Hiszpanami w Carabobo, potem wyzwolił Boliwię, Peru i Ekwador. W wojsku Bolívara walczyli też Polacy – część z pierwszych oddziałów Mirandy, część przybyła później, po klęsce Napoleona. Przez 10 lat bliskim współpracownikiem Bolívara był generał Izydor Borowski, który brał udział w bitwie pod Carabobo (wyróżnili się w niej jako dowódcy Ludwik Flegel i Jan Brigand).
Po uzyskaniu niepodległości krajem rządzili różni caudillosi dyktatorzy.

Caracas i parki narodowe

Główne zabytki stolicy wiążą się z imieniem wyzwoliciela Ameryki, urodzonego w Caracas Simóna Bolívara. W XVII-wiecznej katedrze, której dzwon obwieszczał ważne wydarzenia w dziejach Wenezueli, wyróżnia się kaplica rodu Bolívarów. Na placu katedralnym stoi konny pomnik bohatera, wykonany w Europie i odsłonięty w 1874 r. Pobliskie Museo Criollo (Muzeum Kreolskie), w ratuszu, prezentuje historię i życie mieszkańców. Ogromne malowidło, dzieło Martína Tovara z 1888 r., na sklepieniu Salón Eclíptico (Owalny Salon) w klasycystycznym Kapitolu przedstawia zwycięską bitwę z wojskami hiszpańskim pod Carabobo. W Panteonie Narodowym ogromny sarkofag Bolívara w środkowym pomieszczeniu otaczają grobowce (163) zasłużonych bohaterów wolności, a wśród nich otwarty grobowiec, oczekujący na szczątki Francisca de Miranda (został pochowany w zbiorowej mogile w pobliżu więzienia w Hiszpanii). Museo del Arte Colonial (Muzeum Sztuki Kolonialnej) mieści się w zabytkowym budynku hacjendy. Dumą stolicy są dwa ośrodki kulturalne: noszący imię słynnej wenezuelskiej śpiewaczki i kompozytorki, ogromny Complejo Cultural Teresa Carreño i Ateneo de Caracas.

Życie nocne skupia się w zonas (dzielnicach): El Rosal (dyskoteki Ziba przy Avenida Tamanaco; Juan Sebastian Bar przy Avenida Venezuela), Las Mercedes (dyskoteka Tropicana przy ul. Madrid; Sawu Lounge przy ul. California; Flanagans Pub), La Sabana Grande (El Maní es Así przy Avenida El Cristo), La Floresta y La Castellana (bar Collins).

Z miasta na szczyt El Águila (2150 m n.p.m.) jeździ teleférico (kolejka linowa). Pasmo górskie (90 km długości) wzdłuż wybrzeża karaibskiego, oddzielające miasto od morza, stanowi Parque Nacional El Águila (orzeł). Wytyczono tu liczne szlaki turystyczne (ok. 200 km) do malowniczych wiosek, z miejscami noclegowymi i polami namiotowymi po drodze na szczyt. Mieszkańcy stolicy wypoczywają w Colonia Tovar (43 km z Caracas), założonym w 1843 r. przez osadników z Schwarzwaldu. Miasteczko, zwane „Karaibskimi Niemcami”, charakteryzuje architektura o zabudowie szachulcowej. Kościół (konstrukcja szkieletowa) to wierna kopia kościoła w Endingen. Mieszkańcy Colonia Tovar mówią w „kolonijnym niemieckim” (alemán coloniero), zawierającym wiele archaizmów – język hiszpański został tu rozpowszechniony dopiero w latach 40 XX. w., w tym też okresie władze zezwoliły na związki małżeńskie z Wenezuelczykami.

Niedaleko zaczyna się Parque Nacional Henry Pittier, obejmujący część Kordyliery Nadbrzeżnej (Cordillera de la Costa), gdzie pośród klifów i zatok porośniętych palmami goszczą turystów modne kąpieliska (Cata, Playa Grande, Playa Chuao, Cuyagua), skąd prowadzą malownicze szlaki do mglistych lasów, w których świergocze i zadziwia barwami ok. 600 gatunków ptaków.

Puerto Cabello

Z XVIII-wiecznego fortu Solano widać otoczone górami stylowe kolonialne miasto i piękne plaże przyciągające turystów: Playa Blanca (Biała Plaża), Playa Rosa (Różowa), Playa Mar Azul (Niebieskiego Morza), Rincón del Pirata (Kącik Pirata). Starszy fort, Fuerte San Felipe, dla ochrony wybrzeża przed piratami zbudowała w 1741 r. Królewska Kompania Guipuzcoana, kontrolująca handel kolonii z Koroną. Pośrodku Plaza Águila wznosi się wysoki obelisk upamiętniający amerykańskich ochotników w armii Francisca Mirandy, których w tym miejscu powieszono z rozkazu władz hiszpańskich. Na tablicy pamiątkowej widnieje nazwisko polskiego oficera Gustawa Berguda. 28 kwietnia przypłynęli oni z ekspedycją zbrojną Mirandy, która miała rozpocząć walki o niepodległość. Dwa ich statki zostały pochwycone, 60 ludzi wzięto do niewoli, 10 skazano na śmierć, resztę wysłano na ciężkie roboty. Od placu biegnie spacerowa ulica Malecón, ożywająca nocą. W kolonialnych kolorowych domach z drewnianymi balkonami mieszczą się restauracje, bary i sklepiki z rzemiosłem artystycznym. Na końcu Malecón na wysokich postumentach stoją pomniki bojowników wenezuelskiej niepodległości: Francisca Mirandy, Simóna Bolívara, Joségo Martí i Polaka, Gustawa Berguda z uniesioną nad głową szablą (pomnik z brązu, 2,2 m wysokości, dzieło Julio C. Briceño).

W pobliskim kurorcie Las Trincherasznajdują się źródła termalne (90°C) leczące reumatyzm. Chorzy korzystają także z kąpieli błotnych i parowych.

Isla de Margarita

Wyspę Pereł, jej najpiękniejsze plaże (El Agua, Playa Parguito, Manzanillo, Playa Morena, Playa Bella Vista), eleganckie kurorty i miasteczka o ładnej kolonialnej zabudowie (Asunción, Porlamar, Pampatar) szczególnie upodobali sobie turyści z Europy. Niegdyś Margarita (pow. 920 km²) była dwiema wyspami połączonymi wąską i płytką cieśniną, która została zasypana ławicami piaskowymi i porośnięta namorzynami. 10-kilometrawa plaża pomiędzy obiema częściami Margarity, moczary i mangrowce oraz laguny to teren Parku Narodowego Laguna de la Restinga. Turyści są tu przywożeni łodziami motorowymi. Plaża (restauracje i bary pod palmami) słynie z pięknych muszli, w namorzynach gnieżdżą się ibisy, pelikany i kormorany.

Turyści korzystają z wycieczek konnych – trasy konne wiodą nad brzegiem morza i przez lasy porastające stoki El Copey w zachodniej części Margarity. Rodziny z dziećmi odwiedzają wesołe miasteczka i parki wodne El Agua (przy Playa El Agua) i Diverland (koło Pampatar).

Bary i kluby taneczne skupiają się przy Avenida 4 de Mayo i w centrum handlowym Sambil Mall (Hard Rock Café) w Pampatar. Do najbardziej znanych należą usytuowane na klifach Mykonis Lounge i Guayoyo.

Biura turystyczne w miastach i resortach wakacyjnych organizują wycieczki statkami na dwie sąsiednie wysepki: Coche i niezamieszkaną Cubagua. W epoce kolonialnej u wybrzeży obu wysp poławiano cenne perłopławy. Atrakcją dla nurków jest zatopiony prom w pobliżu Cubagua. Inne ciekawe miejsca do nurkowania to skaliste wysepki Los Frailes (Mnisi) i podwodna grota skalna El Bufón (przy wybrzeżu niedaleko miasteczka Pampatar), gdzie – jak wieść niesie – piraci ukryli skarby.

Los Roques

Granice archipelagu Los Roques chroni widowiskowa rafa barierowa, ulubione miejsce nurków do obserwowania bogatego podwodnego świata. Archipelag tworzą 42 wysepki, otoczone białymi plażami, i ok. 250 bezimiennych piaszczystych łach, skupisk namorzyn, koralowych wzgórków i skał. Turyści zwiedzają archipelag z wycieczkami organizowanymi m.in. w Caracas. Pływają tam katamarany i zwykle zatrzymują się na dłużej przy jedynej na stałe zamieszkanej wyspie Gran Roque (1,7 km²). Noclegi zapewniają posadas(pensjonaty z usługami all-inclusive). Warto tu przyjechać choćby tylko po to, żeby nie zobaczyć ani jednego samochodu (poza paroma ciężarówkami sanitarnymi). Przy maleńkiej Plaza Bolívar rozlokowały się bary i kluby (La Gotera, Bora, La Chuchera, Rasquatekey).

Salto de Ángel i Gran Sabana

Najwyższy wodospad świata (979 m), zwany Skokiem Anioła, spada wartkim strumieniem z płaskiego i skalistego szczytu Auyantepuy (w j. Indian Pemón zamieszkujących Gran Sabana – Diabelska Góra), rozległej góry stołowej (tepui) o powierzchni 700 km², do Cañón del Diablo. Dziwny tylko przypadek sprawił, że tutaj z Diabelskiej Góry Anioł skacze do Wąwozu Diabła. Angel to nazwisko amerykańskiego lotnika, który w 1937 r. wylądował samolotem na bagnistej powierzchni tepui. Podobno on i jego towarzysze poszukiwali złota na dziewiczej Wielkiej Sawannie. Turyści podziwiają wodospad (19 razy wyższy od wodospadu na Niagarze) z okien samolotu lub po dopłynięciu łodzią z oddalonej o 20 km Kavac. Do tej wioski latają samoloty z miasteczka Canaima leżącego nad laguną Canaima, gdzie znajduje się popularne wśród turystów obozowisko –  Campamento Canaima – złożone z kilkudziesięciu cabañas (chaty kryte dachem z palmowych liści), restauracji i barów. W pobliżu prowadzą szlaki do malowniczych wodospadów na rzece Carrao.

Na trawiastej Gran Sabana z rzadka pojawiają się osady, dużo tu za to tepuis, wąwozów i wodospadów. Najwyższa stołowa góra Roraima (2870 m n.p.m.), zbudowana z piaskowca, zajmuje powierzchnię 31 km². W języku Indian Pemón nazwa oznacza „matka rzek”. Na trasie do Roraimy znajdują się dobrze wyposażone campamentos, m.in. Ték (nad rzeką Ték), Kukenan (nad rzeką o tej nazwie) i Base, z którego najczęściej korzystają wspinacze.  

Andy

Wyprawy w wenezuelskie Andy organizują biura podróży w mieście Méridzie. Tutaj też zaczynają się szlaki prowadzące do podnóży najwyższych szczytów, Pico Bolívar (5007 m n.p.m.) i Pico Humboldt (4940 m n.p.m.) w Parku Narodowym Sierra Nevada oraz Pico de Pan de Azúcar (4600 m n.pm.; Głowa Cukru). Z miasta na Pico Espejo (Lustro; 3756 m n.p.m.) jeździ kolejka linowa długości 12,5 km, przemierzając park Sierra Nevada (temperatura obniża się od 19°C do 3°C). Szczyt wieńczy figura Virgen de las Nieves (NMP Śnieżnej). W okolicach Méridy turyści zwiedzają trzy skanseny. Pueblo Indígena Xamu (Wioska Indian Xamu) jest autentyczną, zamieszkaną przez Indian górską wioską. W Los Aleros turyści poznają życie mieszkańców gór, mogą też zasiąść do wspólnego posiłku, podobnie jest w La Venezuela de Antier, gdzie zbudowano typowy dla kolonialnego miasteczka plac korridy, kościół, ratusz i tawernę; pracownicy noszą wenezuelskie ubiory regionalne.

Maracaibo

Największe jezioro Ameryki Południowej (pow. 13 343 km²; głębokość od 60 m do 250 m) to jednak laguna Morza Karaibskiego, gdyż nie jest zamknięte, tylko połączone z morskim akwenem cieśniną dł. 55 km. Ma piękne plaże (Las Palmeras, Las Mercedes, San Remo), ale pływają po nim tankowce z ropą naftową. Najładniejszym miejscem pozostaje Laguna Sinamaica niedaleko miasta Maracaibo. I wciąż są tam palafity – domy na palach, dokładnie takie same, jakie zobaczył Amerigo Vespuci w 1499 r. nad brzegiem jeziora Maracaibo. Przypomniały mu weneckie kanały i budowle wznoszące się ponad nimi, więc pewnie dlatego nazwał nowy kraj Małą Wenecją – Venezuela. Nad laguną Sinamaica w dwupoziomowych chatach na palach mieszkają Indianie Ayúu i Wayúu.

Ayacucho i Orinoco

W Puerto Ayacucho, nad Orinoco, warto zwiedzić Museo Etnológico, prezentujące kulturę plemion indiańskich tej części kraju, oraz wybrać się na wycieczkę (17 km) do Cerro Pintado (Malowane Wzgórze). Jest to pokryta petroglifami na wysokości ok. 50 m nad ziemią ogromna gładka skała, szczęśliwie niedostępna dla wspinaczy. Rysunki, wykonane rozmaitymi technikami (malowane, głęboko ryte, wyskrobywane, cięte itp.), przekazują informacje o własnym plemieniu (wydarzenia), wskazują na ukryte źródła, symbolizują bóstwa, rytuały itp. Z Puerto Ayacucho wyruszają wielodniowe wyprawy łodziami, np. „szlakiem Humboldta” w górę rzeki Orinoco i inne, mniej wymagające wycieczki, np. w górę rzek Autana i Cuao.

Zofia Siewak-Sojka