Jadę do Chile! – Araukania, Patagonia!

400 odmian ziemniaków (każdy o innym smaku, kształcie i barwie) w Chiloé, szusowanie na nartach po dymiącym wulkanie, plaże nad jeziorami, kąpiele w źródłach termalnych, spacery po lodowcu, piesze wycieczki ze straszydłami po drodze.

CHILE

(pow. 756950 km², ludność ponad 18 mln, dł. wybrzeża 6435 km), kraj w Ameryce Południowej, nad Oceanem Spokojnym, graniczy z Peru, Boliwią i Argentyną. Dominującą religią jest katolicyzm, językiem urzędowym hiszpański, stolicą Santiago.

Kiedy jechać?

Latem na narty (sezon narciarski trwa od czerwca do początku października), zimą na plaże; wędrówki cały rok z odpowiednim przygotowaniem. O każdej porze roku znaczna różnica pomiędzy temperaturą w ciągu dnia i w nocy. Najcieplej jest w styczniu, najzimniej w lipcu; w porze zimowej (V–VII) częste opady.

Potrawy, smakołyki, napoje

papas (ziemniaki w różnych potrawach, w Chiloé uprawia się 400 odmian), paila marina (zupa z owoców morza i ryb), empanadas de mariscos (pieczone pierogi z nadzieniem z owoców morza), ceviche chileno (surowe mięso krabów i ryb w soku cytrynowym), curanto (placki z nadzieniem mięsnym albo rybnym pieczone na węglach), muday (napój alkoholowy z kukurydzy).

Wyjątkowe zakupy

kramy w Feria Libre w Temuco, nocne targi w Licán Ray, sklepy rzemiosła artystycznego w Ancud, Castro i targ rzemiosła w Dalcahue na wyspie Chiloé.

La Araucanía

„Dumna, niezależna i wojownicza,
żadnego króla nad sobą nie miała,
ni obcym, co przyszli, się nie poddała.” (La Araucana, Alonso de Ercilla, 1569)
Kraina Mapuczów (Synowie Ziemi), nazwanych przez Hiszpanów Araukanami, leży pośrodku Chile, pomiędzy rzeką Bío Bío a Oceanem Spokojnym. Dzieje Araukanów opromienia sława jedynego ludu w Ameryce Łacińskiej, który nigdy nie został podbity: ani przez autochtonów, ani przez hiszpańskich konkwistadorów. Mapucze byli wolni, gdy inne ludy ujarzmili Inkowie, oraz niezależni w okresie hiszpańskiej kolonii (1542–1810) i po ogłoszeniu przez Chile niepodległości (1810 r.) aż do 1871 r., kiedy wojska Republiki Chilijskiej spacyfikowały ich tereny. Obecnie domagają się zwrotu ziem, które w przeszłości rząd sprzedał nielegalnie prywatnym właścicielom i firmom.

„Auki We Tripantu!”

Około 50% Mapucz1ów żyje w ośrodkach miejskich, głównie w regionie Santiago de Chile. Podobnie jak ci mieszkający w Araukanii są ochrzczeni, uczestniczą w świętach katolickich i równocześnie kultywują swoje obyczaje, nierozerwalnie związane z rytuałami religijnymi przodków. Podczas zimowego przesilenia pomiędzy 21 a 24 czerwca, kiedy noc jest najkrótsza (na półkuli południowej), Mapucze celebrują święto We Tripantu – Nowego Roku, rozpoczynającego zimę. Po zbiorach, gdy kończy się jesień, Ngenchén (dobry wielki bóg-stwórca, który troszczy się o Ziemię, i o ludzi, i o zwierzęta, i wszystko, co na niej jest) wysyła Ngen-ko (ducha wód), by w ciągu zimowych miesięcy czyścił wodą ziemię. Mieszkająca w ruka (domu) na Wenu Mapu (Ziemi na Górze) boska rodzina – Kuse (Starzec), Fücha (Staruszka), Weche (Młody Mężczyzna), Ülcha (Młoda Kobieta) – posiada kümeke mapu (żyzne pola), üñüm (ptaki) i kulliñ (zwierzęta) i żyje tak jak lud Mapucze i obdziela go swymi dobrodziejstwami. Święto jest podziękowaniem Słońcu za życie, które się odrodzi po zimie. Uczestniczą w nim dorośli i dzieci i wszystkie istoty, gdyż wtedy Słońce daje swoją energię, by ziemia rodziła pożywienie dla wszystkiego, co żyje: roślin, ludzi, zwierząt. O zmierzchu przychodzą do ruka (domu) gospodarza zaproszone rodziny. Przynoszą catuto (placki z mąki pszenicznej), różne mięsa, sopaipila (ciasto z nasion pini), harina tostada (prażoną kaszę) i napoje. Babcie, matki i siostry przygotowują potrawy, mężczyźni rozmawiają o ważnych sprawach społeczności, dziadkowie snują epew (opowieści o bohaterach Mapuczów), potem wszyscy jedzą i piją, wykonują rytualne tańce wokół ogniska, dzieci bawią się. Przed wschodem słońca, gdy zaśpiewa pierwszy ptak, wchodzą do płynącej wody (rzeki lub strumienia), by zabrała choroby, złe przeczucia, krążące złe duchy, oczyściła z nieszczęść minionego roku. Następnie wybrana osoba rozpoczyna ceremonię nguillan mawún (wschodu słońca), łącząc się z mocami kosmosu. Kiedy słońce wzejdzie, wszyscy wołają: „Auki we tripantu! Wiñoi tripantu!” (Nadszedł Nowy Rok! Wraca Wschód Słońca!). W ciągu dnia odprawiane są rytuały nguillatún (dziękczynienia i próśb). Zebrani tworzą krąg i ngenpin („pan słów”, mówca) zwraca się do Ngenchéna i boskiej rodziny z mową dziękczynną za łaski i dobro i prosi o opiekę w nowym roku. Młodzi mężczyźni galopują na koniach wokół kręgu, żeby przepędzić złe duchy. Reszta dnia upływa na wesołej zabawie, zawodach sportowych, tańcach i śpiewach.

Turyści w Araukanii

Biura turystyczne w stolicy regionu Temuco i w innych miastach organizują wycieczki do parków narodowych, trekkingi, wyprawy wędkarskie, spływy kajakowe i wspinaczki na wulkany. Wiele jest oznaczonych szlaków górskich i w dolinach. W Parku Narodowym Conguillo rosną araukarie (ich nasiona są jadalne), pomiędzy wąwozami lśnią górskie jeziora, na czynny wulkan Llaima (3125 m n.p.m.) wchodzą wspinacze, a ze stoków zjeżdżają narciarze. Nad jeziorem Villarica jest modny kurort Villarrica z piaszczystą plażą, a w sąsiedztwie dwa kurorty termalne, Termas de Huife i Termas de Palguín, oraz kurort Licán Ray nad jeziorem Calafqén. Wulkan Villarrica (2850 m n.p.m.) wybucha często, w 1971 r. zmienił bieg wielu rzek, ostatnio wyrzucił lawę w 2010 r. Niezrażeni turyści zjeżdżają na nartach, wspinają się na szczyt albo zaglądają do jaskiń u stóp wulkanu. Sezon narciarski trwa od czerwca do początku października. W parku narodowym Puyehue nad wulkanem (2236 m n.p.m.) latają kondory, także są tu narciarze, a wspinacze po trudnej wędrówce po stokach trafiają na pole namiotowe z gorącym źródłem (i łaźniami). Oprawą wulkanu Osorno, gdzie przez cały rok działają schroniska narciarskie, jest zmieniające barwę z niebieskiej na ciemnoszmaragdową jezioro Todos Los Santos (Wszystkich Świętych) i kilka innych wulkanów w tle.

Chiloé

„Rośnie na tamtych ziemiach ziele, co rodzi korzenie i są one pożywieniem Indian.” (Crónica, Alonso González de Najera, 1614)
Isla Grande de Chiloé (Wielka Wyspa Chiloé, pow. 8,4 tys. km²) jest największą wyspą w archipelagu Chiloé na Oceanie Spokojnym. W wioskach nad rzekami i wybrzeżem oraz w parku narodowym Chiloé mieszkają autochtoni – lud Huiliche i Mapucze (Araukanie). W architekturze wyspy wyróżniają się palafity – domy na wysokich palach – z dwuspadowymi dachami krytymi gontem, pomalowane na różne kolory. 16 kościołów, wznoszonych od XVII w. – gdy przybyli jezuici – do XIX w., znajduje się pod patronatem UNESCO. Niektóre zbudowano bez użycia gwoździ. Kościoły były budowane w tym samym stylu bawarskim, gdyż z Bawarii przybyli na Chiloé pierwsi misjonarze. Na wyspie uprawia się 400 odmian ziemniaków, różniących się barwą, kształtem, smakiem. Pod skórką też są czarne, czerwone, granatowe, pomarańczowe... Bajecznie kolorowa jest również kukurydza. Restauracji działa wiele – warto spróbować regionalnych potraw. Mieszkańcy żyją z turystyki, a przybysze lubią tę wyspę. Atrakcją są rejsy na przybrzeżne wyspy kolorowymi łodziami morskimi dalcas, wyprawy konne, piesze wędrówki i zwiedzanie parku narodowego drogami edukacyjnymi. W parku żyją najmniejsze jelonki świata, andyjskie pudu. Biura w głównych miastach, Ancud, Castro, Dalcahue, Quellon, organizują wycieczki; turyści indywidualni mogą rozbijać namioty lub zamieszkać w domkach na palach.

Niebezpieczeństwa i kłopoty

„Chiloé, wyspa legend, miłości i nadziei, które w śpiewie ptaków rodzą się na nowo każdego poranka.” (Julio Norambuena Vera) Wyspa jest piękna, ale, niestety, niezbyt bezpieczna dla turystów, szczególnie dla wędrowców, jeźdźców, wędkarzy, żeglarzy i lubiących zabawić się w przyjemnym barze na malowniczym wybrzeżu... W oceanie, w lazurowych lagunach i szmaragdowych jeziorkach żyje Cuchivilo. Nie lubią go rybacy, gdyż niszczy sieci i wywraca łodzie. Niedobrze, gdy turysta wykąpie się w miejscu, gdzie on się taplał, ponieważ skóra pokryje się nieestetycznymi łuskowatymi bąblami. Cuchivilo to po trosze włochaty dzik i łuskowaty wąż. Wszyscy Chiloci kochają piękną złotowłosą Pincoyę. Ubrana w algi, przechadza się po nadbrzeżnych wydmach i cudnie śpiewa. Cieszą się rybacy, gdy śpiewa zwrócona ku morzu – będą obfite połowy. Martwią się, gdy śpiewa, patrząc w głąb lądu – będzie bieda. Ale wiedzą, że to oni zawinili, nadmiernie eksploatując ocean, zatem starają się naprawić błąd. Chiloci nie lękają się sztormu, nawet ci, którzy nie potrafią pływać, gdyż Pincoya ratuje rozbitków i zanosi na plażę. Jest dobra, w przeciwieństwie do swej złej, ale jakże pięknej i uwodzicielskiej siostry, Chilockiej Syreny. I ona śpiewa, siedząc na skale, wabi rybaków i turystów. Chiloci zachwycają się nią z daleka, nie podchodzą, bo wiedzą... Chyba że zbliży się do łodzi i spojrzy w oczy. Każdy ulegnie czarowi, dlatego turysta powinien natychmiast odwrócić głowę, gdy jakaś piękność podpłynie do jego żaglówki lub wynajętej łódki dalca. Pałac na dnie oceanu jest elegancki, bogactwa w nim nieprzebrane, tylko że Chilocka Syrena szybko się nuży swą miłosną zdobyczą i odprawia kochanka na ląd. Nieszczęśnik wróci do kraju i będzie żył tak, jakby nie wrócił, nieobecny duchem, rozmyślając o uroczej Chilockiej Syrenie. Pechowy turysta na pewno podczas wędrówki w bukanowym lesie wpadnie w oko siedzącej nad strumieniem Fiurze, małej, paskudnej istocie z powykręcanymi kończynami i odwróconą ku tyłowi twarzą. Kiedy zostanie uwiedziony, niech nie próbuje zobaczyć jej twarzy, bo ona tego nie znosi. Wyrażenie „żeby cię pokręciło”, znajduje tutaj zastosowanie. Fiura tak właśnie się zemści. W odzyskaniu normalnego wyglądu turyście chętnie pomogą calcus (czarownicy), mieszkający w jaskiniach, dobrze się więc składa, bo przy okazji można je zwiedzić. Najpierw jednak trzeba pocałować w tyłek Invunche, strażnika jaskini. Ten też pokrzywiony: noga mu wyrasta z szyi, więc chodzi na jednej, podpierając się rękami. Nie mówi, tylko huczy, ale tak okropnie, że ludzie kryją się po domach, zamykają drzwi i okna i boją się. Głos Invunche zwiastuje nieszczęście, na przykład wybuch wulkanu, długotrwałą suszę. Uwaga, turystki! Na was czyha Trauco. Żadna mu się nie oprze, choć to człowieczek mały, obrzydły, zgarbiony, bez stóp. Moc ma wielką – dmuchnięciem odrzuca na parę kilometrów silnego mężczyznę, dotknięciem kamiennej siekierki powala drzewo. Uwodzi, przesyłając do umysłu wybranej kobiety iluzję przystojnego amanta. Oczarowana ofiara sama za nim pobiegnie, porzucając oznaczony szlak. Najniebezpieczniejszy jest Caleuche, szczególnie wtedy, gdy podpłynie do plaży, mamiąc dyskotekową muzyką, gwarem nocnych barów. W dzień też nie można się go ustrzec, nawet siedząc na plaży i przypatrując się lwom morskim czy pingwinom Magellana, boć to on sam, przemieniony w faunę morską. Caleuche to statek, niektórzy nazywają go statkiem-widmem, ponieważ znika nagle i tak samo nagle się pojawia. Jest statkiem, lecz statkiem myślącym, i przybiera różne kształty, zależnie od okoliczności. Czyni tak ze względów strategicznych, ponieważ bardzo potrzebuje nowej załogi, żeby pływać po morzach i oceanach i wyrządzać zło... W porównaniu z nim niestraszna będzie taka Viuda (Wdowa), która spowoduje, że koń nagle stanie dęba i za cały owies świata nie pójdzie dalej, niwecząc plany konnej wycieczki po wyspie. Łagodny Camahueto trochę przypomina jednorożca. Lubi wzgórza i lasy nad oceanem. Ma ogromną siłę, potrafi wyryć rogiem nowe koryto rzeki i nieraz przemienia krajobrazy, zazwyczaj w nocy podczas burzy. Kiedy natrafi na głaz, róg mu pęka i odpada, ale wyrasta nowy. Chiloci zbierają te kawałki i sprzedają turystom, bo są dobre na potencję i leczą wiele chorób, ale nie wolno przekroczyć dawki, bo można scamahuetacieć i już nigdy nie odzyskać zdrowych zmysłów.
Wizerunki wymienionych istot i wiele innych turyści zobaczą na dziedzińcu Museo Chilote w mieście Ancud.

Patagonia

„Patagonię jej synowie nazywają Białą Matką” (Gabriela Mistral).
Widokowy rejs statkiem pomiędzy wyspami archipelagu Chomos, a potem niewiarygodny spektakl natury: masy śniegu spadające z lodowca do Laguny San Rafael i lodowe góry wyrastające w lagunie. Patagońskie Północne Pole Lodowe (Campo de Hielo Norte) zajmuje powierzchnię 300 tys. km². Turyści przybywają łowić ryby, wędrować trudnymi szlakami i wspinać się na lodowce. W parku żyją pingwiny Magellana, morsy i foki. Z posterunków Parku Narodowego Torres Del Paine w Arktyce Chilijskiej wyruszają zorganizowane wyprawy trekkingowe szlakami brzegiem rzek, nad jeziorami, wśród rwących potoków i kaskad, przez gęste bory i lodowce. Po drodze do parku turyści zatrzymują się w Puerto Natales, nad Oceanem Spokojnym, i wędrują szlakiem do jaskini Milodón – czeka tam 4-metrowej wysokości leniwiec (rekonstrukcja). Oryginał mieszkał tam ponad 10 tys. lat temu i, sądząc po śladach, miał za sąsiada tygrysa szablastego. Łowcy krajobrazów zachwycą się trzema bazaltowymi wieżami grupy górskiej Torres del Paine (najwyższa Paine Grande, 3050 m n.p.m.) i sąsiadującym z nią pasmem Rogów Paine – Cuernos del Paine (Cuerno Principal, 2600 m n.p.m.). Południowe Pole Lodowe (Campo de Hielo Sur) w Andach Patagońskich tworzy 49 lodowców, m.in. niebieskawy Grey (270 km²), Tyndall (331 km²) nad jeziorem, zmniejszający się Jorge Montt (464 km²) i największy na półkuli południowej Pio XI (1265 km²).

Zofia Siewak-Sojka